19. O triathlonie dla amatorów – rozmowa z Marcinem Hinz

Marcin Hinz na rowerze podczas triathlonu

Mój gość nie potrafił kiedyś zanurzyć głowy pod wodę ze strachu, a po 6 latach trenowania ma na koncie połówkę Ironmana poniżej 5 godzin. Jest świetnym przykładem, że chcieć to znaczy móc. Opowiada o trenowaniu triathlonu bez ogródek, co trzeba poświecić i czy warto to robić. Poruszamy również temat startu trenowania triathlonu, co po kolei warto robić, w co zainwestować, a gdzie można zaoszczędzić i od jakiego wieku można zacząć. Marcin dzieli się również ważnymi radami dla amatora, które pozwolą przetrwać trudy startu. Jeśli planujesz start albo chcesz dowiedzieć się ogólnych informacji o triathlonie to zapraszam do posłuchania.

W odcinku Marcin odpowiada na tę pytania odnośnie triathlonu:

– Jak długo trenujesz triathlon?
– Dlaczego triathlon?
– Czy triathlon zmienił coś w Twoim życiu? Jakoś na Ciebie wpłynął?
– Jak zacząć trenować 3 sporty na raz? Z trenerem czy bez?
– Czy sprzęt ma duże znaczenie?
– Ile to kosztuje? Pieniędzy i czasu.
– Od jakiego wieku można zacząć ćwiczyć triathlon?
– Jak wyglądają zawody? Na jakich dystansach się odbywają? Jakie to są trasy?
– Dla kogo jest triathlon?
– Podaj 3 rady dla amatora odnośnie tego sportu.
– Podaj ciekawostkę o triathlonie, której ludzie nie znają.
– Jaki inny sport byś polecił i dlaczego?
– Gdzie można Cię znaleźć w realu i online?
– Czy kropka nad M naprawdę się kończy?

Linki:

Kropka nad M:
https://ironfactory.pl/podcast-kropka-nad-m/

Naukowo technologiczny park w Gdyni:
https://ppnt.pl/

Odcinek z Darkiem Drapelą:
https://ironfactory.pl/2018/06/pasja-i-krytyczne-momenty-w-zyciu-jako-droga-na-hawaje/

IronFactory.pl:
https://ironfactory.pl/

Marcin Hinz.pl:
https://marcinhinz.pl/

Szkoła Podcastu:
https://www.szkolapodcastu.pl/

Janusz Filmu:
Rapsy Janusza

Muzyka użyta w podcaście:

Intro: Simulator by Travis Gallagher ft Matthew Presley made on Stagelight
Outro: Ryan Little – Flew da Coupe

Transkrypcja systemowa:

Poniżej znajdziecie transkrypcje wykonaną za pomocą oprogramowania.

Cześć Marcin. Jesteśmy w następnym odcinku Trybsportowy.com. No to Marcin opowiedz kim jesteś. Zrób tutaj sobie mega poziom, wywinduj. Ja oczywiście na wstępie  opowiem, że jesteś super extra, hiper, gwiazdą triathlonu, przynajmniej podcastową  ha, ha, ha.

Mediową, mediową. Coś o sobie. Cześć wszystkim ja się nazywam Marcin Hinz. Moją przygodę gdzieś tam od sześciu lat ze sportem takim tym obecnym ciągnę. Triathlon to będzie jakoś pięć lat startów. Już zaczęło się od biegania, później jakby od razu wszedł triathlon i tak jakoś też od czterech lat tak wyszło, że wszedłem mocno w świat podcastowy i zacząłem nagrywać ten swój podcast też, Kropka nad M się on nazywa. Jest tak bardziej o triathlonie, a skręca trochę w kierunku bardziej życia jeśli chodzi o to sportowe życie powiedzmy. Prywatnie mąż, ojciec, pracownik, pracuję w Nozbe, taka fajna firma, robimy apkę to do dla zespołów.

Dlatego tak zadaniowo podchodzisz do sportu.

Ha, ha.   

To do, zrób po prostu konkretnie sobie rozdzielasz i ok tutaj triathlon zrobiony.

Znaczy z niektórymi rzeczami faktycznie tak mam jeśli miałbym być szczery, że na przykład góry. Ja tam nie specjalnie lubię chodzić po górach, ze ta wędrówka, jakaś tułaczka, do mnie to zupełnie nie trafia aczkolwiek widok na przykład ok i tak jak sobie pomyślałem, że kiedyś  czy chciałbym pójść w góry tak, ktoś mi powiedział. Ja mówię dobra idziemy na ten szczyt tak, bo właśnie to jest jakiś tam cel do zrobienia. No, ale wracając do mnie to tak pracuję w Nozbe, pracujemy z domu więc jakby jest o tyle fajnie, że można się dostosować. Dzisiaj też jakby nagrywamy tutaj w Pomorskim Parku Naukowo Technologicznym w Gdyni, gdzie sobie raz w tygodniu do coorga chodzę żeby trochę też się odchamić i nie siedzieć i nie siedzieć cały czas samemu w domu. Ale, no tak wygląda moja praca, freelancersko też składam podcasty, montuję takie rzeczy i to chyba tyle o mnie. A, jeśli chodzi o ten sport, no to tak ciągnę i tak naprawdę dwa lata, pomijając ostatnie, nie wiem sześć, dwanaście miesięcy to dwa lata wcześniej tak dosyć mocno starałem się poprawić swoje wyniki, swój poziom. Ale, od roku gdzieś to tam bardziej kuleje można powiedzieć, aczkolwiek no też porównuję to na zasadzie kontrastu. Tak, że jeśli kiedyś było, nie wiem naście godzin treningu, a teraz jest sześć, czy osiem to może być mało, a jednak pewnie dla kogoś, kto biega trzy razy w tygodniu to będzie dużo.

No właśnie, to jest taka kwestia, że jak zobaczysz na profesjonalistów to oni trenują po czternaście godzin tygodniowo i dla zwykłego śmiertelnika to jest po prostu coś nie do zrobienia. Nie masz tyle czasu po pracy, dla rodziny i tak dalej, więc są różne inne zadania, no i też po prostu ciężko jest tyle godzin być w ruchu. Więc jak zmniejszyłeś tą ilość treningu to zmniejszyłeś też dystans w którym startujesz? Czy dalej jednak pełny Iron Man?

Pełnego ja w ogóle nigdy nie robiłem. Tak śmiesznie, bo ja odsuwam ten strat co roku, gdzieś tak o dwa lata wprzód, się śmieję. Natomiast w zeszłym roku bardzo mocno zmęczyło mnie psychicznie, bo stwierdziłem, że chcę przyspieszyć właśnie i zacząć robić krótsze dystanse i albo robiłem połówki tam dwa, trzy lata.

Z jakimi wynikami?

Życiówkę mam cztery pięćdziesiąt pięć z Gdyni.

No to jest już dosyć szybko.

No jakby dwa takie życiowe cele miałem jeśli chodzi o ten sport, właśnie pięć godzin złamać w połówce Iron Mana i czterdzieści minut na dychę. Jedno wyszło, drugie jeszcze nie. Ale, w zeszłym roku właśnie stwierdziłem, że…właściwie na początku zeszłego roku, że w tym roku dwa tysiące osiemnaście, że będę startował tylko na krótkich dystansach i zapisałem się na pięć, czy sześć startów i jeden sprint, reszta to jedna ósma Iron Mana, bo chciałem się nauczyć szybko jakby tą szybkość jest najtrudniej wyrobić w ogóle w tego typu sportach. Wytrzymałość jest zrobić banalnie można tak powiedzieć, bo po prostu trzeba cokolwiek robić.

Ha, ha, przepraszam, że się śmieję, ale jak usłyszy taką odpowiedź zwykły śmiertelnik to on powie nie, on jest szalony. On właśnie płynie dwa kilometry, po czym jedzie dziewięćdziesiąt kilometrów na rowerze i jeszcze biegnie półmaraton i on mówi, że to jest proste.

Wiesz, można jeździć do pracy na rowerze i przejedzie się dziewięćdziesiąt kilometrów. A, jeśli się chce przejechać dwadzieścia kilometrów to trzeba naprawdę. Czy tak jak, nie wiem mamy tych średniodystansowców świetnych, dziewczyny, faceci na osiemset na tysiąc pięćset. No tamte treningi, no tak jak ja chociażby trenowałem do tej jednej ósmej Iron Mana. To treningi do połówki, a do jednej ósmej, no to te do jednej ósmej właśnie one, uznaję, że one  spowodowały, że przestałem się starać jeśli chodzi o te treningi. Bo po prostu każde wyjście to było takie, że Jezus no przecież znowu będzie tak ciężko, znowu wiesz do odcięcia i tak dalej, że intensywność dla mnie była zabójcza. Mimo, że to wszystko dało się zrobić tak, tylko, że rzucałem sobie jakiś taki bagaż psychiczny dodatkowy przed wyjściem na trening, że znowu będzie taka jednostka do zrealizowania. Więc naprawdę szacun dla tych, którzy robią krótkie dystanse, a nie długie. Znaczy pomijając tam jakieś ultra długie tak, bo tam jest ból innego rodzaju. Ale, no krótkie dystanse to nie jest to, że jest…jak ktoś debiutuje i po prostu żeby ukończyć spoko, to jest ok. Natomiast jak ktoś chce robić wyniki to, to wcale nie jest łatwe.

No właśnie, no właśnie, bo to trzeba wytłumaczyć słuchaczom, że w triathlonie nie tylko dystans ma znaczenie, ale też twoje tempo. No i jak masz jedną ósmą się kończy wilew.

 Zleży nie, niektórzy w godzinę, niektórzy w godzinę pięćdziesiąt.

No więc jak masz przez godzinę trzydzieści zasuwać na sto dziesięć procent, bo tam nie ma po prostu momentu, gdzie możesz zwolnić, tam wszystko już ma znaczenie. To ciężko jest na takim pełnym speedzie tyle utrzymać czasu i koncentracji i siły i wytrzymałości. Pomimo mówisz wytrzymałości na dystans, no ale tutaj jest ta druga wytrzymałość po prostu przyspieszenia, takiego szybkości utrzymania. Tak jak u sprinterów, do pierwszych sześćdziesięciu metrów oni się rozpędzają, ale później muszą jak najwolniej wytracać swoją prędkość i to jest problem w sprincie, a nie te rozpędzenie u nich. No i dla tego wygrywa ten, który najwolniej zwalnia, to samo będzie w jednej ósmej.

Jeszcze w ogóle pewnie o dystansach będziemy rozmawiać, ale sprint w triathlonie to tak nie do końca jest sprint tak, bo to jest wysiłek na poziomie godziny dla tych zawodników dla elity

Chociaż jakby, pewnie zwykły śmiertelnik przyszedł to by zobaczył, że oni po prostu śmigają, lecą po prostu w tej wodzie na rowerze i biegu, ale…Właśnie, jak już mówimy o tym triathlonie, no to dlaczego triathlon? I jeszcze wrócę do tego, że powiedziałeś sześć lat ćwiczysz, pięć lat startujesz. Czyli, że pierwszy rok nie startowałeś, po prostu ćwiczyłeś sobie do startu żeby się przygotować.

Trochę inaczej. Chyba siedem lat właściwie biegam. Czyli na początku to się zaczęło taki standardowy case, że tam wiesz waga i tak dalej, że chciałoby się trochę mniej, więc zacząłem biegać i tak to się zaczęło. Jakby dość szybko stwierdziłem, że jakby byłem na tyle świadomy, że kurczę, na przykład nie chce mi się wyjść, czy nie chce mi się iść biegać, bo jakby pogoda, czy cokolwiek, ale idę  i że to nie jest taka mega walka ze sobą tylko, że jakby w miarę łatwo mi przychodziło to, żeby robić coś niewygodnego dla siebie. I tak sobie pomyślałem, taki przebłysk świadomości miałem…

Znaczy to zdanie brzmi troszeczkę masochistycznie.

Możliwe, no ale kurczę czasami tak jest, że zdobywamy taki pęd, że po prostu lecimy do przodu, że nie pewne rzeczy przychodzą nam łatwiej. Nie wiem, może jakiś biorytm, czy coś był pozytywny. Wtedy właśnie sobie pomyślałem, że kurczę dobrze jeśli to tak idzie, to znajdę sobie coś trudniejszego, co zawsze chciałem zrobić. No i zawsze chciałem się nauczyć powiedzmy, że w miarę sprawnie pływać. No i jakby nigdy nie umiałem.

Znam case.

Poruszałem się po wodzie powiedzmy jakąś tam żabką, czy pieskiem, czy czymś takim. Utrzymywałem się raczej na wodzie i umiałem się przemieścić parę metrów wprzód natomiast nie umiałem pływać i sobie pomyślałem, że nauczę się pływać. Więc gdzieś tam był też program ambasadorski w Gdyni, jeszcze Herbalife triathlon Gdynia się nazywała impreza. W Gdyni był program ambasadorski więc dzięki temu jakby impreza była bardziej nagłośniona i dzięki temu też zobaczyłem, że coś takiego jest w Gdyni. No i stwierdziłem, że ok jeśli mam się nauczyć pływać no to się zapiszę na triathlon, tak. Był w Gdyni pod domem, więc jakby super fajnie, jest dystans sprinterski, jeden z powiedzmy tych najkrótszych takich dostępnych dla ogółu i po prostu poszły kolejne kroki tak dosyć metodycznie, czyli znaleźć szkółkę pływania dla staruchów ha, ha.

Czyli stopniowo schodkami wyzwań sobie szedłeś, jakby dawałeś sobie cały czas wyższe wyzwanie. Tutaj przebyć style, tutaj się nauczyć pływać. Tutaj znowu do słuchaczy, to, że umiecie się utrzymać na wodzie nie znaczy, że umiecie pływać. To jest dwa różne światy i to co ja kiedyś pływałem to nawet nie miało literki k, w nazwie nie powinno mieć, a to co teraz płynę to się nazywa już faktycznie kraul. To jest konkretne oddychanie, konkretne ruchy technicznie, dupa u góry, to ważne, nogi sztywno można byłoby powiedzieć, bo z uda pchasz, a nie pedałujesz jak na rowerze. No jest tego dużo, więc tak zgadzam się nauczyć się pływać poprawnie i nazwać to kraulem to jest wyzwanie.

No tak, dokładnie. No u mnie w ogóle z tym pływaniem jest i była cały czas wielka przygoda. Natomiast ja startowałem tak jakby ktoś stwierdził, że nie da rady, czy coś. No u mnie początki były takie, że no już tę historię opowiadałem parę razy, ale myślę, że ona fajnie trafia, sam sobie ją przypominam często jak stwierdzam, że czegoś nie zrobię, bo nie umiem, bo coś.  Ja zaczynałem od takiego poziomu, że mimo, że właśnie utrzymywałem się na tej wodzie i tak dalej, z głową nad wodą, to miałem coś takiego, że stałem po, nie wiem, po pas, po pępek w wodzie na pływalni i jakby mieliśmy się nauczyć właściwie wypuszczać powietrze z płuc pod wodą tak. Nabieraliśmy powietrze, zginaliśmy się w biodrze, żeby wsadzić tę głowę pod wodę, tak i wypuszczać powietrze. No i ja jak się zginałem, mimo, że jakby miałem dno czułem, bo stałem na nim. Jak wkładałem głowę pod wodę i wypuszczałem powietrze, to miałem panikę, że ja tego powietrza od razu nie mogę nabrać. Czyli, że miałem tylko wypuścić powietrze i wiedziałem, że nie mogę oddychać, mimo, że mogłem się wyprostować, ale miałem to uczucie paniki tak. Później jakieś strzałki proste, po prostu żeby się odbić od ścianki i po prostu podryfować do przodu z rękoma z przodu. A, ten to w ogóle było hiper trudne do zrobienia, bo ja mam głowę pod wodą. Więc po przejściu takich psychicznych aspektów uczyłem się gdzieś tam z tą deską pływać i tak dalej. Więc również to można jakoś tam przezwyciężyć i zupełnie jakby od zera tak naprawdę uczyć się w wieku…wtedy byłem, nie wiem przed trzydziestką dwadzieścia dziewięć, coś takiego miałem.

Też miałeś taką granicę, że sobie wyznaczyłeś, że a do granicy jakiegoś tam wieku…

Wiekowo na to nie patrzę, tak po prostu wyszło, że…no, że wtedy po prostu zacząłem.

Ok. Chciałem ci zadać pytanie dlaczego triathlon, ale w sumie wytłumaczyłeś, bo to po prostu były schodki wyzwań, które sobie nadawałeś i to taki dosyć standardowy case, że ktoś chce się wzmacniać więc musi robić coraz cięższe wyzwania własnemu ciału, ale też i psychice stawiać.

Tylko z tymi wyzwaniami też tak było, że jakby na początku był ten triathlon ten sprint, a później też jakby za bardzo nie chciałem iść w te długie dystanse, to myślę, że jednak mniejsza część ludzi robi w ten sposób, że daje sobie takie wyzwanie, że ok. Czyli na danym dystansie, na danej imprezie zrobi jakiś tam wynik tak. Bardziej ludzie idą, tak mi się wydaje, patrząc przynajmniej na mojej grupie znajomych, że bardziej idą, że jedną ósmą zaliczyłem zrobię jedną czwartą. Pościgają się jeden rok na jednej czwartej, zrobię połówkę, zrobią połówkę nie, że chcą w tej jednej czwartej, czy połówce zrobić jakiś czas, czy na jakimkolwiek innym dystansie tylko tak jak jest ten maraton w bieganiu, że jak najszybciej do maratonu, a później właściwie już nie ma celów. To ja miałem inaczej, tak, że jednak chciałem się polepszać na dystansach, które znam. No dopóki tę szybkość powiedzmy, że no już pewnie nie można do końca kształtować w tym wieku. No ale startując z mojego poziomu wiem, że jeszcze można dużo w życiu biegać.

Znaczy, no tam mamy  dużo tych grup nazwijmy to bardzo starych już zawodników i naprawdę dają radę.

Jeszcze taki stary nie jesteś więc chyba tak nie ma takiej tragedii.

Nie, nie to zależy jaki poziom.  

Osoby, które gdzieś tam są starsze i bardzo dobrze sobie radzą, no to jednak często, gęsto miały jakieś zaszłości, że tak powiem za dziecka jeśli chodzi o sport. Ja zawsze byłem aktywny mniej lub bardziej, więc też tam nie mogę narzekać, ale na pewno ściany gdzieś tam przede mną nie ma tylko kwestia postarania się o wynik.

Dobra to czy właśnie triathlon coś zmienił w twoim życiu, jakoś tak na ciebie wpłynął. Bo mówisz, że trzeba przełamywać własne bariery więc rozumiem, że mentalnie sam sobie uświadomiłeś, że jesteś zdolny do jakiegoś tam wyzwania żeby sprostać temu.

Na pewno kurczę. Wydaje mi się, że w ogóle sport zarówno dziecko kształtuje jak i tego dorosłego, że jednak uczy nas. Triathlon akurat jest takim sportem, gdzie sporo rzeczy trzeba tak logistycznie pogodzić, że nawet jak chcemy sobie trenować niewiele to dla kogo jest niewiele…nawet jeśli nie chcemy tak mega mocno w to wchodzić, no to fajnie byłoby jeśli ktoś biega trzy razy w tygodniu, to sobie zmniejszy do dwóch biegów w tygodniu. Ale jak jeszcze wsadzi dwa pływania i dwa rowery to nagle się robi sześć jednostek, a robił trzy, więc dwa razy więcej. Więc kwestia jest taka jeśli coś we mnie się zmieniło to na pewno ta logistyka taka życiowa powiedzmy żeby na wszystko nadal mieć czas i…

No właśnie, właśnie, bo poruszyłeś ten temat. Ja też chciałem go zadać. Jak połączyć trenowanie triathlonu, które zawsze ma dużo jednostek. Nie ważne kto, jak zaczyna trenować triathlon zawsze uzna, że to jest już dużo, a tam jeszcze dzieci, rodzina, praca.

Znaczy ja się przestałem okłamywać od roku i generalnie odpowiedź jest jedna, że jedno jest kosztem drugiego i nie ma innej odpowiedzi, chociaż możemy sobie mówić, że na przykład jedziemy rano do pracy tak. No i wychodzimy półtorej godziny wcześniej, bo w drodze do pracy mamy basen, no i wiesz właściwie rodzina rano śpi, czy śniadanie coś, ktoś tam. I właśnie to jest to wytłumaczenie sobie, ale jak usłyszysz po trzech latach treningu, że na przykład od żony, że słuchaj, ale ja lubiłam się budzić obok ciebie. A, ty sobie myślisz, ale to jest pięć sekund pobudka, no to dla tych pięciu sekund mam być. I właśnie nie o to chodzi, że to jest te pięć sekund nie, tylko to jest jakby cała zmiana takiego nastawienia życiowego. Więc mówię można się okłamywać, no kłamanie to jest takie brzydkie słowo tak, takie nastawienie jest negatywne.

Kwestia priorytetów.

Można w inny sposób robić, na przykład, nie wiem ten commuting cały, dojazdy do pracy. Można przesiąść się na rower jeśli ktoś się nie przesiadł. Niektórzy biegają naście kilometrów do pracy, ale to też kwestia warunków jakie się ma w pracy, żeby można było się wykąpać i tak dalej. Można zrezygnować z jakichś nie wiem filmów, seriali, można zrezygnować u mnie to się bardzo odbiło i ubolewam nad tym, nad życiem towarzyskim, ze znajomymi, nie ma tego. I teraz jakby z powrotem staram się poświęcam temu czas żeby do tego wrócić, żeby odnowić relacje ze znajomymi. Więc to brzmi brutalnie, ale trzeba z czegoś zrezygnować i jeśli dużo czasu na przykład obecnie poświęcamy na jakąś pasję, że na przykład siedzimy tak, czy inaczej jakieś cztery godziny w jakimś warsztacie i sobie strugamy coś, to jakby możemy znowu coś poświęcić, coś co lubimy, ale coś poświęcić. Jeśli dużo czasu spędzamy i nie wiem scrollujemy facebooka, no to możemy poświęcić to i tutaj akurat chyba nie stracimy najwięcej, chyba, że to jest nasza jedyna opcja na tych znajomych, na socjalizowanie się. Ale trzeba jakby znaleźć, jakby popatrzeć, co w ciągu dnia, tygodnia, czy miesiąca robimy i zdecydować się, co gdzieś tam wyciąć. Aczkolwiek no na pewno tutaj też myślę, że z wieloma zawodnikami tymi, którzy dużo trenują można porozmawiać sobie i każdy tam ma jakieś patenty. Jakby ktoś tak faktycznie spojrzał jak, co robi w ciągu dnia to fajne ipy można po prostu

Właśnie. Z wieloma sportowcami z tej dziedziny rozmawiałeś  więc znasz jakieś takie tricki, patenty, które mogą jakoś to optymalizować, w jakiśkolwiek sposób.

No właśnie to jest coś takiego, że nie wiem dziecko twoje chodzi na szkółkę pływacką, no to ty je od razu wiesz, jeśli jest opcja to wchodzisz na tor obok tak. Jeśli, nie wiem zawoziłem dzieciaka na szkołę muzyczną, na półtorej, dwie godziny, bo tam było kilka zajęć pod rząd. To jechaliśmy na rowerach i ja już będąc na tym rowerze wcisnąłem sobie trening, wracałem po niego i jakby wiesz dobry tata przyjechał z synem, zabrał syna ze szkoły na rowerze w ogóle super zdrowo tak. No oczywiście w tym czasie mógłbym być w domu i tam nie wiem coś dokończyć z pracą, coś sprzątnąć, z drugim synem pogadać, pojechałem na trening. Ale znowu to jest jednak z jednej strony tłumaczymy się, ale z drugiej strony jest to takie prowadzenie się w tym sporcie z jak najmniejszymi kosztami rodzinnymi, tak bym to nazwał. Aczkolwiek mówię warto czasami sobie stanąć obok i pomyśleć, czy my sobie to po prostu tłumaczymy, czy faktycznie gdzieś tam możemy sobie na to pozwolić. Ciekawymi przykładami tutaj są szkoleniowcy, czy ludzie, którzy pracują na statkach i są znani w tym naszym światku.

Właśnie, kojarzę odcinek  z kapitanem? Pilotem?

El Kapitano , tak no on też prowadzi El Kapitano.pl.

Który biegał na statku.

A, to jest jeszcze Darek Drapela, to inny przypadek akurat. Dużo starszy facet, no i też dużo ta zawziętość. Jeśli chodzi o to, czego sport może nauczyć to takiej zawziętości, że jeśli masz, nie wiem coś do zrobienia tak i nie masz warunków do tego, no to jedna osoba rozłoży ręce i powie jutro, albo właściwie nigdy, bo jutro jest co innego do zrobienia.

Albo pogoda jest zła.

Ja to po prostu pomijam, no a tutaj wiesz gość ma pięćdziesiąt metrów mostku do biegania i biega na pięćdziesięciometrowym wahadle, tam i z powrotem i robi tam wiesz osiemnaście kilometrów. No wiadomo, że nie zrobi tam sprintów, czy coś, bo jak się rozpędzi to wypadnie za burtę tak.

Jasne.  

Ale może się coś tam poruszać. No ludzie kombinują, szkoleniowcy, czy tam ludzie typu Maciej Dowbor gdzie jeździ tu, tam, czy jak nasz mistrz świata w Age group z Hawaii Hawajów sprzed roku, czy dwóch, Marcin Konieczny no to też kurczę jak ktoś jest szkoleniowcem i wiesz wozi w samochodzie trenażer, no bo nie zawsze jest…i rower tak i pakuje się do hotelu gdzieś tam wieczorem robi trening rowerowy, czy idzie biegać i na następny dzień prowadzi radę. Idzie i jeszcze szuka gdzieś jakiejś pływalni, robi speech tak, jako, że jest Kołczem i później znowu wieczorem gdzieś tam jedzie, w trasie robi bieganie. Wiesz jakieś takie kosmiczne rzeczy, ale to jest kwestia tego, że tak jak mówię na początku takiego dostania pędu, że tak żyjesz. Kwestia nawyku, tak jak, nie wiem, rano wstajesz o jakiejś tam porze i robisz sobie jajecznicę zamiast wzięcia suchej bułki w drogę do pracy, a później to się staje naturalne. W tych nawykach to jest fajne, że nie jest to później dla ciebie takim bagażem psychicznym, że ja znowu muszę spakować trenażer, wnosić.

Tylko już to robisz po prostu.

Naturalnie to przychodzi i ciebie już to nie męczy, bo jakby każdy gdzieś tam może ileś takich męczących rzeczy w ciągu dnia zrobić i po prostu będzie zmęczony i ten kejs, gdzie na wieczór już jesteśmy tak zmęczeni tym pilnowaniem jedzenia, że na wieczór zjemy pół lodówki. A, gdy mamy te nawyki to jakby nas te trudne rzeczy nie męczą.

Powiedzmy, powiedzmy.

Dokładnie, nie w stu procentach.

Triathlon to ogólnie ciężki sport, o czym cały czas mówimy. Ciężki nie tylko fizycznie, ale psychicznie, logistycznie, mentalnie. Jak go zacząłeś ćwiczyć? No, bo to są trzy dyscypliny. Od razu pójść w trenera? Nie pójść w trenera? Próbować sobie jakoś samemu na siłę powiedzmy…może inaczej źle mówię, nie na siłę. Spróbować wytrwać dwa, trzy tygodnie w faktycznym trenowaniu pięć dni w tygodniu. Nie długie treningi, ale pięć razy w tygodniu. To dla wielu osób się taki znak stopu zapala od razu w głowie, że no jak pięć dni w tygodniu będę ćwiczył. To jest nie możliwe, nie.

No tak, bo tutaj w ogóle indywidualny kejs, bo wiesz ktoś na przykład umie pływać, super, bo pływał tam nie wiem za dzieciaka. Teraz pracuje z dojazdami dwanaście godzin dziennie, a inna osoba pracuje sześć godzin dziennie z domu i…ale za to ma dwie lewe ręce do wszystkiego. Więc są zupełnie różne kejsy jak rozpoczynać. Jeśli chodzi o trenera ja w ogóle jestem takim zwolennikiem, że na tyle, na ile wiedzy przez te trochę lat zebrałem i rozmawiałem z ludźmi, że wielu rzeczy można się po prostu pozbyć, wielu problemów jeśli ktoś nas prowadzi, czy przy bieganiu, czy to w triathlonie, czy w ogóle w jakimkolwiek sporcie. Więc fajnie jest mieć kogoś, kto na nas spojrzy, czy nawet…bo tutaj trener, no to zaraz pieniądze i tak dalej, że triathlon jest drogi. No, ale można też do jakichś grup biegowych się dołączyć, gdzie po prostu są ludzie, którzy to robią, czy kolarskich, pływackich. No z pływaniem tak, czy inaczej zawsze się płaci, no bo

No tak.

Wejście na basen i tak dalej  nie. Ale ja myślę, że lepiej wchodzić w ten sport z kimś i być ciekawskim. Czyli dlaczego tak, a nie inaczej. Co zrobić żeby było szybciej, łatwiej, przyjemniej. Dlaczego, nie wiem zakładam łapki w wodzie dzięki czemu mam łapę wielkości wieloryba, a płynę wolniej, a nie szybciej. Dlaczego tak się dzieje. Więc zadawać pytania, no i generalnie odpowiedź jest prosta  na pytanie z trenerem, czy bez. Nie wiem, czy z trenerem w sensie, że ktoś nam będzie rozpisywał konkretne jednostki treningowe, ale  z kimś, kto na nas spojrzy i powie żebyśmy sobie po prostu krzywdy nie zrobili, powiemy, że nie wiem rozpoczynamy naszą przygodę z bieganiem i zawsze mamy pętle cztery kilometry, wychodzimy z domu i w pałe robimy te cztery kilometry. Staramy się pobić po prostu w środę rekord z poniedziałku tak i tak dalej.

No to nie działa, to nie działa.

To nie jest dobry pomysł. Więc żeby takich błędów po prostu nie popełniać to myślę, że warto.

Znaczy fajna odpowiedź, bo nie spodziewałem się, że usłyszę odpowiedź, że z trenerem, ale dla tego, że dla bezpieczeństwa.

W sumie nie pomyślałem o tym tak jak trenuję triathlon, a w sumie jest dużo faktycznie ruchów techniki, takich mankamentów, które mogą gdzieś tam zaważyć na tym, czy za trzy tygodnie nie będziesz miał skręconej kostki. Bo na przykład cały czas źle stawiasz stopę przy biegu, albo nie wiem będziesz miał ból pleców, czy kolan, bo na rowerze masz złą postawę w ogóle.

Nie pomyślałem o tym, a faktycznie jest tego dużo.

Każdy ma tam też jakieś swoje uwarunkowania i każdy inaczej będzie biegał i będzie to dla niego wygodne, no i pewnie bezpieczne. Natomiast no ja też ostatni czas zobaczyłem, że kilka lat treningu i powiedzmy, że wytrzymałościowo jestem sprawny tak. Ale jeśli chodzi o to, że na rowerze i w trakcie biegania tak naprawdę poruszamy nogami w jednej płaszczyźnie i ten ruch nie potrzeba nie wiadomo jakiego wysuwania kolan do przodu, czy zarzucania pięty do tyłu podczas biegu. Więc nie potrzebujemy wielkiego zakresu ruchu do tych sportów i tak naprawdę no z człowieka robi się drewno, że uważa, że jest super sprawny, a później ma przeskoczyć przez płotek, czy pójdzie na jakieś biegi OCR typu  Adventure, jakieś tam runmageddony i tak dalej. I okazuje się, że wiesz, że jest problem żeby przeskoczyć przez gałąź jakąś tam, czy coś takiego.

Jasne.

Więc sport upośledza tego typu, więc też warto jeśli też ktoś chciałby zasięgnąć jakiejś takiej opieki trenerskiej, czy coś takiego, to też warto spojrzeć na coś takiego, że nie tylko wynik, ale też takie ogólne zdrowie. A ogólne zdrowie przy okazji też prowadzi do lepszego wyniku, czyli nie wiem chociażby wizyty w siłowni. Jeszcze odpowiadając na drugą część twojego pytania czyli, że teraz nie wiem  ktoś robi  trzy treningi w tygodniu i nagle ma pięć. U mnie tak było, że żona się ze mnie śmieje trochę, że zaczynało się od tego, że dwa razy w tygodniu poszedłem biegać, później trzy, cztery, siedem, osiem, dwanaście. Wydaje mi się, że to jest taka fajna opcja żeby właśnie jak ktoś wprowadza się w ten sport, że ok trzy razy idziesz biegać, no to dodaj sobie, że w weekend idziesz popływać. Albo, że w poniedziałki jeszcze jedziesz do pracy…no poniedziałek to nie jest najlepszy dzień, ale w piątek jedziesz do pracy na rowerze.

Ok, że albo sobie dodajesz, albo sobie po prostu urozmaicasz typu…dobra to nie biegam trzy razy w tygodniu tylko teraz sobie pobiegnę raz, ale później raz na rowerze, raz z basenem żeby w ogóle wejść w ten temat.

I żeby powoli dodawać, a nie z trzy na pięć, tylko żeby coś na lighcie dodać sobie wiesz tą czwartą jednostkę, później piątą jak już się z tą czwartą zaprzyjaźnisz. Tak, że w ten sposób można dodawać, żeby gdzieś tam sprawniej przez ten debiut, czy jakikolwiek inny start przebiec. A propos właśnie wydłużania dystansów to myślę, że im lepiej jesteśmy przygotowani do danego wyzwania tym mniej sobie krzywdy zrobimy. Więc im później te dłuższe dystanse tym lepiej.

No jasne. Powiedziałeś o koszcie triathlonu jeśli chodzi o…czas powiedzmy teraz o hajsie, o pieniądzach.  Pieniądze lecą.

Bo triathlon jest drogi tak.

Jest, jest. Po prostu trzeba sobie przyznać, że jest.

W porównaniu do wielu innych sportów na pewno tak. W porównaniu na przykład do rajdów samochodowych.

No to już jest bardzo tanie. No to jest kwestia gdzie skalujemy, bo jak ja przez moment jeździłem na motocyklu po torze no to triathlon to jest taniutkie bardzo.   

No właśnie porównując nie wiem ktoś chodzi na siłownię, gdzie ma karnet open płaci sto pięćdziesiąt, dwieście złotych na miesiąc, może mniej

Tylko wiesz tutaj te ceny zawsze…ja przynajmniej tak patrzę na triathlon, że ten triathlon…no chociażby z wczoraj rozmowa ze znajomym dlaczego ta butelka na lemotkę, taka płaska jest trzy razy droższa od zwykłej butelki. Choćby dla tego, że ma korek nacinany i że ty nie musisz zsiadać z roweru, nalewać sobie do bidonu wody, odkręcać, tylko możesz sobie po prostu odkręcić butelkę podczas jazdy, wcisnąć ją do tego bidonu i sobie nalać. Ta minuta mniej czasu w triathlonie kosztuje cię trzy razy więcej za tą butelkę. W takich właśnie szczegółach dużo jest tych pieniędzy.

No tak, tylko w ten sposób można mnożyć w ogóle mówiąc o cenach. Jeśli chodzi o pływanie no to ok, no tutaj może być drogi, bo tutaj tak naprawdę wejść na, jeśli chodzi o samo trenowanie, to pójście pobiegać no to kupujesz jedne buty na tam ileś miesięcy, czy w zależności od tego ile kto biega nawet lat i masz jedne buty.

Yhmm.

Natomiast tutaj idziesz na pływalnię i płacisz dychę, piętnaście. Kolejny raz idziesz znowu dychę, piętnaście. Kupujesz karnet gdzie masz dziesięć wejść po dziesięć złotych, płacisz stówę, ale w kolejnym miesiącu znowu stówa. Więc te koszty stałe są chociażby na jakimś tam poziomie, bo nie wiem okularki trzeba jednorazowe zakupić. Akurat pływanie pod tym względem nie jest drogie…czy łapki nawet, czy coś takiego jak tam będziemy kombinować z takimi rzeczami. Rower, no i tutaj pytanie czy ktoś ma rower, czy nie. No jeśli nie ma no to tutaj faktycznie jest duży rozrzut. Ja startowałem, miałem rower nastoletni MTB, taki… z komunii może nie, ale niedługo później. No nie, nie w ogóle już duża rama tam więc byłem dorosły, ale gdzieś chyba w liceum kupiłem, no i startowałem na nim na debiucie, na tym sprincie i było spoko. Akurat gdzieś tam na rowerze jeździłem trochę lat w tym liceum więc tam sobie dobrze radziłem. Ale, no znowu później zakup roweru to jest właściwie taka najdroższa rzecz, no bo po pierwszym starcie stwierdziłem, że kupię sobie tę szosę tak. Kupiłem akurat fajny rower paromiesięczny po gościu, który kupił rower, złapał bakcyla to kupił kolejny rower już dobry.

Ok.

No znaczy jakby gość tam majętny więc kupił rower tam za cztery tysiące, spodobało mu się więc po paru miesiącach kupił po prostu za, nie wiem czy zero dodał, czy jedynkę z przodu. Ale kupiłem rower za trzy tysiące i też kurczę dla osoby takiej z ulicy wydać trzy tysiące na rower to jest takie wow.

To jest takie do zastanowienia się.

Czy tyle pieniędzy na rower. Takie dla mnie było wiesz, wydanie dwudziestu tysięcy na rower to w ogóle jest absurdalna kwota.

Bardzo ważna kwestia. Tutaj taka dygresja w sumie. Rower szosowy to jest najmniej użyteczny rower na świecie. Nie ma mniej użytecznego roweru niż rower szosowy. On jest tylko do treningów, trzeba to sobie po prostu przyznać, bo ciężko nim na przykład co dzień podróżować po chodniku, jak czujesz każdy wybój. Wiadomo, że wtedy musisz jeździć ulicą, kask i tak dalej więc jest niewygodny po prostu.

Jest niewygodny, kwestia przyzwyczajenia też. No ja dzisiaj przyjechałem do pracy na szosie akurat i to na szosie z wspinanymi pedałami, gdzie przyjechałem w zwykłych butach. Więc można, ale faktycznie jest to niewygodne i kwestia infrastruktury jaką mamy w mieście. Tak naprawdę możemy mieć z kostki brukowej równą ścieżkę, możemy mieć asfaltową czerwoną ścieżkę w mieście, poprzecinaną ewentualnie jakimiś tam asfaltowymi odcinkami, gdzie jedziemy razem z samochodami. No ja mam na trasie tak naprawdę, jak nie mam ścieżki to mam szeryfy, czyli taki zwykły pas ruchu, ale z narysowanym po prawej stronie rowerem.

Tak jasne.  

To się chyba właśnie szeryfy nazywa. Więc no przecinam tam trochę krawężników i tak dalej, ale te podjazdy też teraz są tak robione, że no raczej no rzuca.

Trzeba i tak powiedzieć, że raczej Trójmiasto ma super infrastrukturę do rollerów. W porównaniu do Szczecina no to po prostu jest niebo, a ziemia.

Ciężko mi porównywać tak naprawdę, bo staram się jeździć czasami jak gdzieś jestem w Krakowie, czy w Łodzi ostatnio, że zawsze jak jest system rowerów miejskich można wypożyczyć. No, ale faktycznie rower szosowy to jest taki rower, który średnio się nadaje do wycieczek po mieście do takich dojazdów, a…

A, jest drogi.

A, jest drogi. No i właśnie można kupić paroletnią szosę od kogoś, na jakimś chińskim osprzęcie za tysiąc pięćset złotych.

Właśnie, bo to jest ważne. To, że twój rower waży osiem kilogramów, a nie dziewięć, to wcale nie ma takiej dużej różnicy, bo ten kilogram łatwiej zrzucić z siebie niż

Z roweru?

Taniej, zdrowiej i później okaże się, że kupiłeś ten rower ośmio kilogramowy nie dziewięcio i robi cię gościu na siedmioletnim góralu.

Tak, jakby ja teraz właśnie się już niedługo właściwie jutro jak nagrywamy ten odcinek się przekonam, bo kupiłem wreszcie po pięciu latach startu rower czasowy.

O.

Tak, że dodałem właśnie to zero więcej, ale z kolei przestałem trenować tak intensywnie, więc się denerwuje. Więc jutro się okaże czy jest potrzebna do jazdy na rowerze noga, czy sprzęt. Oczywiście, że jest potrzebna bardziej noga. Ja wyprzedzałem na tym MTB i na szosach wtedy. Oczywiście nie byłem nigdzie tam z przodu, no bo jednak bez przesady, ale są przypadki, że ludzie jeżdżą na nastoletnich stalowych szosach z przerzutkami jeszcze tutaj na dole na ramię, a nie na w manetkach, no i robią wyniki. Tak, że kwestia to jest noga, szczególnie jak się chcemy bawić no to kupujemy, możemy startować na jakimkolwiek rowerze. Jeśli mamy taki rower miejski to możemy na nim startować na takich krótkich dystansach. Generalnie ci ludzie, którzy startują na rowerach miejskich, czy w ogóle takich jakby unikalnych w tej stawce powiedzmy

Tak, tak.

Zbierają największe brawa. Jeszcze jak mamy rower miejski z bagażnikiem. W bagażnik sobie wpakujemy jakąś flagę Polski, czy jakąś maskotkę, jest największy fan, mamy najwięcej braw, uśmiechów. A, jak z bananem na twarzy startujemy to też się fajnie to pamięta. Natomiast idąc dalej jak te kolejne lata mijają no to też nie wiem, czy rama jest aluminiowa, czy karbonowa i tak naprawdę czuje się pod tym pedałem, że coś jest sztywniejsze, że nawet jeden karbon do drugiego karbonu czuć, że jedna rzecz jest sztywniejsza.  Ten napęd jakby, czy sztywność , nie wiem podeszwy w bucie, że ten napęd jest jakby bardziej takie subtelne odczucie, ale że ten napęd jest po prostu bardziej przekazywany, ale to mówię z biegiem czasu.

Wystarczy wymienić korbę w rowerze i masz już uczucie jakbyś miał nowy rower więc.

Więc tak a propos, że triathlon jest drogi. No to pływanie mamy, rower mamy, na bieg no to wiadomo buty najważniejsza, a ciuchy…

I jeszcze cena wejściówek na triathlon. Spotkałem się  z opinią, do której się poniekąd zgadzam. Dlaczego wejściówki na triathlon są drogie? Bo są drogie po to, abyś przez przypadek jej nie kupił. Dziwnie to brzmi, ale to jest prawda, bo gdyby one byłyby tanie to każdy mógłby sobie ją po prostu kupić i wejść sobie na miesiąc przed startem, zakupić sobie wejściówkę i paść na środku trasy. I to ma trochę sensu. Że jak już wydajesz trochę tych pieniędzy na ten start, to masz wrażenie, że musisz w jakiś sposób się.

To w ogóle jeśli chodzi o start i tego, czy triathlon jest drogi, no to faktycznie dochodzą dwie rzeczy, które bardzo ułatwiają sprawę i dla osób debiutujących to jest zwykle największa bariera zakupowa,. Czyli   strój startowy, czyli strój w którym możemy płynąć i później jechać na rowerze, który powiedzmy ma tą taką pieluchę, prawie jej nie ma, ale jest jakaś tam, że jest trochę wygodniej na rowerze, a z kolei w biegu ona nie przeszkadza. No i szybko schnie no więc po pływaniu też nie ma problemu.

No i jeszcze pianka ewentualnie i tak dalej.

A, druga rzecz to pianka i o ile strój startowy można dostać za sto pięćdziesiąt złotych jakiś tam., o tyle pianka to jest już kilkaset złotych do tysiąca powiedzmy. Jakaś taka podstawowa od czterystu do tysiąca złotych.

Choć dla testu można wynająć.

Właśnie i po pierwsze można wynająć, a po drugie większość ludzi jakby chce spróbować triathlonu, a nie wie czy to im się spodoba, a kupować jedną rzecz na jeden start to jest słabizna. Jeszcze a propos pianki, startu i debiutu no to jest coś takiego, że…i pływania to tak pokrótce chciałem powiedzieć, że pływanie na basenie, a pływanie open water to dla mnie były dwie różne dyscypliny. Pływanie open water, a pływanie open water, czyli w tych wodach otwartych z grupą wokół siebie to były dla mnie też dwie różne dyscypliny. Więc tak może o tym później.

Właśnie jeszcze pianka nie jest tylko po to żeby być szybszym, ale też dla bezpieczeństwa żeby cię wynosiła do góry po prostu jeśli gdzieś tam, nie wiem rękę ktoś na tobie położy.

Trudno się utopić w piance generalnie. Jak się leży na brzuchu co prawda to się tego nie czuje, ale jak ułożymy się na plecach to w piance się nie utopimy.

Cena wejściówek?

 Są przegięcia jak Iron Man w Gdyni i po prostu płaci się za brand tak, gdzie płaci się zamiast tam nie wiem dwustu, dwustu pięćdziesięciu złotych płaci się siedemset na przykład. Nie ma specjalnie chyba wielu aspektów, które by powodowały, że ta cena jest racjonalna, że ona wynika z jakichś tam rzeczy.

Ja myślę, że ta cena wynika z powodu tego, że Gdynie się liczy do tych głównych zawodów, że możesz wygrać całą wejściówkę na Hawaje, czy mylę?

Nie, u nas jest połówka więc można wygrać jakby slota na Mistrzostwach świata, ale w połówce, a nie na pełnym dystansie, bo na Hawajach jest pełen dystans. Ale, no płaci się za brand, za to, że to jest Iron Man, za to, że to są zawody spod brandu Iron Man. No są dwa takie duże, jest Iron Man, jest Challenge. Dwie takie jakby duże firmy, które organizują zawody na całym świecie. Ale tak no można zrobić sobie triathlon za sto pięćdziesiąt złotych, za dwieście, dwieście pięćdziesiąt złotych zapisując się odpowiednio wcześnie. Porównując to do biegu na dychę za dwadzieścia, trzydzieści złotych, może w Warszawie do stu. Porównując to, to jest więcej. Natomiast jeśli sobie pomyślimy, że biegniemy maraton nawet za sto złotych, czy za siedemdziesiąt złotych, który ma czterdzieści dwa kilometry. Zamykamy miasta na czterdzieści dwa kilometry, a mamy triathlon gdzie musimy przygotować trasę pływacką. Czyli musi ktoś zawieść bojki, często gęsto są nurkowie. Nie widać ich to ich nie ma tak, ale są łódki, są kajaki, czasami są nurkowie, którzy patrzą spod dołu, czy tam ktoś po prostu się nie przestał ruszać. Ok, płynie sto ludzi to i tak nie dojrzysz, ale dojrzysz szybciej niż z drona. Masz trasę pływacką, masz wyjście stamtąd, czasami trzeba jakiś specjalny pomościk zrobić, czy coś takiego, masz strefę zmian jedną, gdzie na przykład rowery za, nie wiem dwadzieścia milionów złotych łącznie. Ludzie zostawiają dzień wcześniej i musisz to ochronić przez noc. Masz trasę rowerową, która…ok. tu masz maraton czterdzieści dwa kilometry, na połówce masz trasę rowerową, która ma na przykład dziewięćdziesiąt kilometrów, którą musisz obstawić. Mogą być trzy pętle więc ok jest mniej, ale musisz to obstawić. Później masz bieg znowu inna trasa, nie będziesz biegał tam gdzie rowery jeszcze jeżdżą. Więc znowu kolejne kilka, kilkanaście, parędziesiąt kilometrów do obsadzenia. Punktów odżywczych też jest więcej przez to wszystko i cała ta organizacyjnie, logistycznie rzeczy myślę powoduje, że spokojnie te dwieście, dwieście pięćdziesiąt złotych za ten start można płacić. Mówię pomijając jakieś tam starty gdzie się stricte za brand płaci, ale też jakby ludzi to przyciąga. Ale myślę, że ten koszt bierze się z czegoś, a nie jest to tylko takie sztuczne nabijanie, które jest dostępne to sztuczne nabijanie faktycznie w tych produktach często, gęsto. Śmieję się, że zwykły bidon kosztuje dwadzieścia złotych, a bidon triathlonowy ten sam, nie mówię, że taki wiesz ten co ty opowiadałeś, że kosztuje pięćdziesiąt. Ale, no jest trochę takie nabijanie kabzy. Szczególnie tutaj, nie wiem czy u nas w Polsce, czy w Europie Środkowej, ale szczególnie tutaj gdzie się bardzo duża moda na ten triathlon zrobiła i gdzie dużo nowych ludzi przychodzi. Bo na przykład w Stanach też jak kupiłem teraz rower treka i powiedział, że przez kolejne lata nie będzie na przykład hamulców tarczowych w ich rowerze czasowym, bo po prostu trek jest ze Stanów, a w Stanach już ten triathlon jest nasycony i właściwie liczba uczestników nie wiem czy jest stała, czy się zmniejsza, ale jakby nie będą inwestowali w technologię roweru czasowego jeśli u nich ten rynek nie jest już taki chłonny.

Znaczy racja jest. Ok, powiedziałeś o koszcie. Tylko czy ten koszt się przekłada na wynik? Czy sprzęt ma znaczenie?

Znowu przekładając to na trzy dyscypliny pływanie, w pływaniu tak naprawdę okularki pianka mamy jeśli chodzi o dostępny sprzęt. Okularki czy je kupimy za trzydzieści złotych, czy kupimy za dwieście złotych jakieś topowe tak naprawdę. Dla jednych to będzie miało znaczenie, dla innych nie. Drogie okularki mogą być na przykład takie, że przyciemniają się gdy jest słońce, więc jeśli płyniemy pod słońce to nam się przyciemnią i nie będzie nas oślepiać. To jest ważne, bo jeśli mamy, nie wiem jedną dwudziestą sekundy gdy wychylamy głowę do przodu żeby spojrzeć, czy płyniemy w ogóle w odpowiednim kierunku i nas słońce nie oślepia to, to się akurat przydaje. Tak więc tutaj to jest takie dla wygody, jeśli chodzi o piankę no to generalnie im droższa pianka tym najczęściej jest bardziej elastyczna więc łatwiej się płynie. Ale też często, gęsto jest dla lepszych pływaków więc jest cieńsza więc ma mniejszą wyporność. Więc ja szybciej pływam w tanich piankach niż w drogich przetestowane na piankach firmy Sailfish, gdzie testowałem sobie wszystkie chyba cztery modele mają. Gdzie po prostu topiłem się w topowym modelu za trzy i pół klocka się topiłem. To było parę lat temu co prawda, ale wiem, że po prostu te niższe modele dla mnie były lepsze mimo, że trudniej jakby zamachnąć się ręką, bo po prostu ten neopren jest grubszy. Natomiast ja bym nie szalał jeśli ktoś słabo pływa. To tyle jeśli chodzi o piankę. Teraz przejdę tak niezgodnie z kolejnością do biegania. Bo w bieganiu no umówmy się masz buty i jedne czy drugie buty to…

Dużej różnicy.

Jest research, jest marketing i sprzedawał nam później buty za siedem stów, bo na pewno pobiegniemy w nich szybciej, no może, ale to bym nie wydziwiał. Czasami jakieś takie rzeczy mogą się przydać typu jakieś tam szybko wiązane sznurówki, czy coś takiego, nie wiem. Ja i tak kupuje buty wiążę je raz po zakupie i nigdy ich nie rozsznurowuje, czy idę na trening, czy na zawodach. Więc nie mam problemów z jakimś wiązaniem butów. Są buty, nie wiem triathlonowe w których wygodniej się niby biega bez skarpetki, nie testowałem więc się nie wypowiem. Ale bieganie bez skarpetek, szczególnie na dystansie powyżej pięciu, dziesięciu kilometrów jest ogólnie nie fajnie raczej, tak czy inaczej. A założenie skarpetek, które trwa tam znowu, nie wiem dziesięć sekund umówmy się na dystansie który robisz w sześć godzin nie ma to wielkiego znaczenia. Znaczy może to mieć znaczenie jak pięć sekund się spóźnisz za kolegą z którym rywalizujesz, ale generalnie nie ma znaczenia. Więc jeśli chodzi o bieganie to nie, jeśli chodzi o pływanie to może być wręcz odwrotne szczególnie jeśli chodzi o piankę, odwrotny skutek. Jeśli chodzi o rower to tutaj sprawa ma się inaczej, tutaj faktycznie sprzęt ma znaczenie, ale w jakimś tam ograniczonym trybie stopniu. Jeśli mamy tę szosę z remontką…

To faktycznie już różnica w pozycji. Przynajmniej według mnie tak jest, że ok rower MTB, a rower szosowy, na którym masz w ogóle inną pozycję bardziej aerodynamiczną dając tą samą siłę jedziesz szybciej.      

Rower szosowy jest sztywniejszy, no wiele tam rzeczy powoduje, że jedziemy szybciej. No ale jeśli mamy już ten rower szosowy już jakby to mówię,  mówimy o tym poziomie gdzie ktoś nie chce nie wiadomo jakich pieniędzy.

Tak, mówimy o amatorce.

To pierwsze kupujemy rower, nie wiem za tysiąc, za dwa, za trzy, za pięć i pierwsza rzecz, która nam najwięcej da tak naprawdę jeśli chodzi o szybszą jazdę to jest ta dostawka czasowa, ta lemondka to się nazywa, czyli coś takiego, że kładziemy się na kierownicy łokciami, a z przodu mamy wystające dwa druty i jakby, że my jesteśmy głównym powodem dla którego rower hamuje, czyli ten opór aerodynamiczny to jesteśmy my w dziewięćdziesięciu procentach, a nie rower. No to jak my się po prostu położymy na tej kierownicy to nagle głowa zjeżdża nie wiem piętnaście centymetrów w dół i stwarza o wiele mniejszy opór aerodynamiczny. Więc to najwięcej daje. Wszelkie inne rzeczy, które zamiast nie wiem jeśli lemondkę kupimy jakąś tanią za dwieście złotych. Wszelkie inne rzeczy, które nam na rowerze pomogą dają mniej niż lemondka i są dużo droższe. Jakieś kaski czasowe, jakieś tam stroje, nie wiem super.

Wspomniałeś o kasku to taka dygresja, w kasku czasowym też jest ciepło więc on się nie nadaje zbytnio do triathlonu, bo nie ma wentylacji. Więc trzeba też pomyśleć, czy ten zakup ma sens w ogóle danej drogiej rzeczy. Czy my w ogóle wykorzystamy ją, bo nie jest sztuką zapłacić za coś dużo, sztuką jest wykorzystać to w odpowiedni sposób.

Dokładnie, no i tutaj w ogóle wchodzimy w rzeczy, które używamy już tylko i wyłącznie właściwie na zawodach. Czyli to jest kask w którym się nie trenuje. Są ludzie którzy na przykład, no nie wiem tam jakieś super gorące zawody i startujemy i tak w zwykłym kasku, a nie w tym czasowym , bo jest to po prostu kwestia wygody. Czy wiedzą, że po prostu w kasku czasowym nie wiem zyskają na dynamice, ale tak się zapocą, tyle wody jakby dodatkowo wypocą, której organizm nie jest w stanie przyjąć w danej jednostce czasu, że wyjdzie im później na biegu to in minus. Więc tak, no później można inwestować na kask, koła. Koła są w ogóle absurdalnie drogie, czy ten rower czasowy. Więc no mówię to już kwestia portfela i im dalej idziemy tym te zyski są mniejsze, a płacimy coraz więcej.

Więc teraz idziemy do pytania w sumie związanego z tym, ze sprzętem, ale odwrotnie. Czyli od strony człowieka. Jak duży wpływ na zawody ma właśnie kondycja, siła, szybkość zawodnika i technika co jest ważne.

Pełen wpływ ha, ha, ha.

Wydaje mi się, że to jest dużo ważniejsze niż po prostu ten sprzęt.

Tak, jak najbardziej. No to już parę razy mówiliśmy, że na tym stalowym, starym rowerze można pojechać szybciej, czy na MTB niż szosowcy i tak dalej. też nie chciałbym takiego toksycznego klimatu tu wprowadzać, jak rodziny na szosach się chwalą, że wyprzedzili tych na czasówkach za dwadzieścia tysięcy i że są tacy źli. No, bo niech każdy jeździ na tym, co ma. No jeśli ktoś…jest to rower triathlonowy więc jak startuje w triathlonie, no to idę do sklepu i proszę o rower triathlonowy. Płacę tam tyle ile mi powiedzą, że płacę i jak mnie to nie boli to ok. to czemu mam na tym nie startować.

Dokładnie. Tyle, że ważne jest to, że no i tak ta noga musi dać. No nie ma innej opcji na to, po prostu trening musi być, bo nikt inny za ciebie tego nie zrobi, sprzęt tego nie zrobi.

Dokładnie. Więc o ile na rowerze i w bieganiu jest to faktycznie pikawka i siła ważna o tyle w pływaniu to tam różnie. Ja tam w ogóle się na pływaniu nie znam

Ha, ha, ha.

No, ale w pływaniu wiadomo jest technika mocno, jednak jest nacisk na coś takiego niż na czystą siłę. Że już mój syn, który jest chucherkiem, który nie ma czym się odepchnąć właściwie, bo ma patyki zamiast rąk pływał ostatnio szybciej ode mnie. Mimo, że tam nie trenuje, ale gdzieś tam trochę więcej pływał jakby w podstawówce.

Mentalnie tam daje do myślenia, czy? Ha, ha, ha

Nie, jak się sprężę to go wyprzedzę, bo tak jak mówię on nie trenował więc to nie jest taki poziom, gdzie to by było jakieś ultra trudne. Ale tam, nie wiem tam ostatnio pływa pięćdziesiątki, w pięćdziesiąt sekund, co to jest setka na minutę czterdzieści. No u nas to nie utrzyma tego tempa, ale ja się muszę zmóżdźyć żeby popłynąć szybciej. Ale no też jak pływałem sobie na przykład na miejskim basenie u mnie, no to też kurczę chłopaki po czternaście lat. Ja płynę wiesz kraulem, nie wiem dwadzieścia pięć w palnik, a oni mnie na nogach na przykład wyprzedzają w sensie. Po prostu tam jest sekcja pływacka i trzynastolatki żabką  mnie wyprzedzają jak ja kraulem płynę. Jakby to jest kwestia techniki.

Jasne. Właśnie jak już wspomniałeś o młodszych. Od jakiego wieku można byłoby trenować triathlon?

W ogóle patrząc tak na tych zawodników wszelakich z którymi rozmawiałem młodszych, starszych, na tę sekcję dzieciaków jak się interesowałem, bo jednak trochę w tym siedzę. To widząc, że taka… patrząc na przekrój całego życia jakby sportowca to jednak zaczyna się od tych sportów olimpijskich, gdzie bardzo ważne jest pływanie.  Jako, że też trzeba byłoby długo opowiadać, ale generalnie no na tych dystansach sprinterskich i olimpijskich gdzie elita startuje to tam można jechać w peletonach na rowerze. Bo normalnie jakby w tych dystansach Ironmanowych nazwijmy to jedziemy, jest jazda indywidualna na czas tak.

Nie możesz jechać za kimś żeby wiatr tobie też wiał.  

Dokładnie, żeby się nie chować za kimś na rowerze. A, tutaj w tych olimpijskich sportach często jest ta konwencja z draftingiem, czyli że można jechać w peletonach, jeździ się wtedy na szosowych rowerach, a nie na triathlonowych. Więc o tyle to jest ważne, żeby po prostu dobrze pływać, żeby wejść w pierwszym peletoniku z wody. Bo później jak wejdziesz w drugim, no to ciężko dogonić pierwszy, a na biegu właściwie już jest po ptakach. Więc to pływanie jest ważne i patrząc na ten cały przekrój życia sportowców to generalnie pływanie to jest to od czego warto zacząć. No i wiadomo krótkie dystanse, później się przechodzi do tej olimpijki i człowiek jest starszy i później przechodząc na tą połówkę Iron Mana tak jak teraz na przykład, no już jakiś czas temu. Ale Agnieszka Jeżyk  też przeszła z olimpijki na połówkę Iron Mana i tam kosi ładnie elitę. Mówiąc od jakiego wieku zacząć, no pływanie można zacząć tusz po narodzeniu właściwie. Natomiast jeśli chodzi o tam dzieci przed podstawówką, na przykład w przedszkolu no to też dzieciaki lubią grać w piłę na przykład. Więc to może nie jest taki trening, nie wiem, że ty będziesz triathlonistą, ale żeby zapraszać dzieciaki po prostu do biegania za piłką. No, bo też ciężko żeby dzieci biegały po bieżni, to jest nudne i w ogóle nie fajne.

To prawda, to prawda.

Ale, za piłą, szczególnie że tego typu sporty też powodują, że te dzieciaki biegną te pięćdziesiąt metrów w pałę i później umierają i to jest dobre, bo to jest ten wiek, kiedy można robić tę szybkość, a nie tę wytrzymałość. Generalnie bieganie, zapraszanie dzieci w wieku dziewięciu lat, żeby pobiegły z rodzicami na parkrun pięć kilometrów to jest super fajne dla rodziców i dla dzieci, że są takie dumne, ale jeśli to dziecko będzie chciało być później faktycznie bawić się w ten sport i robić jakieś wyniki amatorskie nie, że tam nie wiadomo jakie, bo to zabija dzieciaka w jakimś tam sensie. No w sensie robi wytrzymałość wtedy, kiedy jej zupełnie nie potrzebujemy. Więc mówię jeśli te parkruny mówię, że to jest fajne, ale żeby za często tego dzieciaka nie katować czymś takim, że biegnie trzy kilometry, czy pięć kilometrów. Spokojnie tylko dzieciak ma pobiec te sto metrów w palnik za piłką, umrzeć tam na te pięć minut, leżeć na boisku, bo nie może oddychać.

Czyli po prostu zabawa, żeby mieć zabawę z tego.

Dokładnie. Zabawa, a jeśli chodzi o taki trening, który później może pomóc no to faktycznie szkółka pływacka i wytrzymałość się zbuduje na tym.

To może inaczej zadam to pytanie. Może rozmawiałeś w którymś z odcinków swoich z gościem, który był tak młody, albo widziałeś takich młodych zawodników. Jakiego może najmłodszego zawodnika widziałeś podczas zawodów, albo z którym rozmawiałeś, który już faktycznie trenował do triathlonu?

Żebym rozmawiał to nie, no bo najmłodsza osoba z którą rozmawiałem miała lat dziewiętnaście, dwadzieścia i obecnie jest jakby topową zawodniczką w Polsce więc też ciężko jest mówić, że to jest ktoś, kto się rozwija. Ale patrząc na przykład przed Iron Manem w Gdyni, bo Iron Man w Gdyni to jest impreza, która jest na trzy dni organizowana, gdzie w trzeci dzień jest jakby ta jakby główny siedemdziesiąt trzy, ta połówka, w drugim dniu jest sprint, a w pierwszy dzień, czyli w piątek po szesnastej jest aquathlon czyli bieganie, pływanie. Aquathlon jest właśnie dla dzieciaków, bo nie wiem czy są jakieś zaostrzenia wiekowe w ogóle, ale jest faktycznie płynięcie tylko oczywiście dla tych najmniejszych tam w takim miejscu, gdzie właśnie można też iść ten dystans. I kurczę w tych sekcjach po osiem lat jak dzieciaki mają ja chciałem kiedyś wpuścić syna tylko to termicznie jako, że jest bardzo chudy to termicznie się nie mógł przemóc do wejścia do tej wody. To w wieku ośmiu lat to naprawdę już są chłopaczki akurat, ale dziewczyny też akurat jak patrzyłem na to, kto wychodzi z wody, że widać, że to może jest zabawa, ale ten start brały na serio, że były jakieś przygotowania ku temu.

A propos dzieciaków i brania zawodów na serio uwielbiam, uwielbiam zdjęcia  z min dzieciaków jak są podczas zawodów, bo w tych oczach, w tej buźce po prostu widać taką super chęć zwycięstwa, koncentracji, dania z siebie wszystkiego. Gdzie u starszych widać już na przykład jakiś grymas bólu coś tam, a tam nie, taki ogień po prostu płonie z tego zdjęcia, z tego dzieciaka. To fajnie zawsze mi się jakoś tak…mam jakieś fajne wyobrażenia z tym związane w głowie.

Fajna zajawka, no właśnie fajne jak jest zajawka. Często może nie rodzice, ale ogólnie osoby dorosłe, tak nazwijmy to. Często, gęsto gdzieś tam gubią tę zajawkę i później się jakieś toksyczne klimaty na zawodach pojawiają, gdzie, nie wiem, no mam takie przykłady gdzieś tam ktoś do wolontariusza coś brzydkiego powiedział, gdzie wolontariuszka wiesz akurat kibicowała, a on był taki wkurzony, że coś bardzo nieprzyjemnego jej powiedział. Ja mówię kurde stary

Ogarnij się.

Bo on jest zmęczony, każdy to wie, no tak może mu nie poszły te zawody. Ale właśnie kurczę jeśli jesteśmy amatorami, każdy ma jakieś tam swoje, może to być złość sportowa, no to niech ta złość jest w nas, nie wiem albo poradźmy sobie z nią, albo inaczej podchodźmy do tych zawodów. Strasznie mi się podobała jak biegłem życiówkę w maratonie w Poznaniu, dwa lata temu, nie więcej, jakiś czas temu, że na siłę się po prostu próbowałem uśmiechać i jak cieszysz się czymś, nie wiem bardzo długo biegłem z takim gościem w berecie. Jakiś francuz i on do wszystkich merci wołał i cały czas się śmiałem.

Czyli są tacy przebierańcy jak na maratonach.  

Tak, tak. To akurat na maratonie biegłem, no ale na triathlonie też są przebierańcy czasami  i przez to, że się tak dużo cieszyłem, no to wiesz cieszysz się zawodami i wtedy nie myślisz o tym bólu. Jakby cokolwiek innego, jakiekolwiek inne myślenie niż myślenie o tym, że Jezus biegnę. To jest dobre i pomaga w wyniku i w satysfakcji i w zadowoleniu w ogóle z przebiegu zawodów i z tego jak tam się czułeś na tych zawodach.

Taka ciekawostka, może mi wytłumaczysz samemu, mi po prostu. Dlaczego nie można w triathlonie startować ze słuchawkami na przykład na uszach? No niby mówią, że to jest bezpieczeństwo, ale szczerze nie chce mi się wierzyć, że to jest naprawdę aż tak bardzo wpływa na bezpieczeństwo.

Znaczy na rowerze, czy w biegu?

Na jednym i drugim.

Na rowerze jeśli wyprzedzasz to musisz słyszeć jak ktoś woła do ciebie żebyś na przykład zjechał. Generalnie tam jest tak jak w ruchu samochodowym. No ja jeżdżę w słuchawkach tak, ale w takich, że słyszę wszystko, co jest na zewnątrz, a nie w takich zamkniętych. Ja drę się często jak tam wyprzedzam jako, że wychodzę w miarę późno z wody, a na rowerze w miarę sobie radzę, no to wyprzedzam no i drę się zawsze, że lewa, lewa, lewa żeby zjechali na prawo. Ta komunikacja jest istotna akurat na rowerze w biegu, prędkości też są inne więc kwestia też szybkości reakcji jest istotna. W biegu nie wiem jak tam wygląda, jeśli chodzi o bezpieczeństwo są trasy, gdzie czasami trasa jest krzyżowa na biegu, że się jedna z drugą jakby biegnący naprzeciwko mogą się zderzyć tak. Są takie miejsca czasami po prostu nie wiem organizatorzy inaczej nie mogą poprowadzić tej trasy. Więc tutaj też by się to mogło przydać. Myślę, że na biegu nie jest to tak istotne, no ale jak regulamin tak mówi, no to tak mówi. Ja generalnie, tak samo na biegach masowych akurat jak tam w Gdyni biegałem dychy no to ludzie biegną w słuchawkach i miałem tam pojedyncze przez sześć, siedem lat tak. Pojedyncze takie miejsca, kiedy się wkurzyłem, że po prostu ktoś mnie nie słyszy, a biegnie dokładnie na trasie takiej, że mógłby biec po lewej, po prawej i by nie blokował ludzi. Więc ja osobiście   trenuję zawsze czy to z audiobookami, czy podcastami, czy muzyką, a na zawodach biegowych też nie używam. Pomijając, że to jest doping, nie ale…

Trochę jest.

Ale, śmieję się, ale zdecydowanie tak, jak mówiłem o zagłuszaniu tego swojego wysiłku.

Tak, tak.

To na treningu też wiem, że jak kawałek się kończy na przykład, a ja biegnę jakieś tempo i nagle słyszę, że po prostu sapię. No mówię o kurdę jest źle, tak, że…

Ha, ha, ha.

Jest, jest doping psychiczny tak. Tak samo jak nie wiem są leki, które nie powodują zabicia bólu, nie powodują zwiększenia czegoś tam we krwi, czy w płucach, natomiast powodują lepszą koncentrację i one są na liście zabronionej. Ponieważ nie wiem, niektórzy ludzie w pracy używają takich rzeczy dla zwiększenia koncentracji, trują wątrobę i to są rzeczy zabronione w sporcie ponieważ po czymś takim na przykład jak idziesz na trening to też o wile dłużej potrafisz utrzymać lepszą pozycję w biegu.

No, a sport to też walka z samym sobą.

Dokładnie. Więc generalnie akurat głowa tak porównując jeszcze sprzęt, wytrzymałość i psychikę to myślę, że…no bez dobrej wytrzymałości i tak nie uradzimy jakiegoś niesamowitego tempa, ale głowa ma niesamowite znaczenie.

Tak, to prawda. podobno według żołnierzy z Ameryki, uważają, że jak masz już limit to możesz jeszcze drugie tyle zrobić. To po prostu limit daje ci już głowa, że już nie możesz, a ciało możesz podobno drugi raz  tyle. No, ale to tam żołnierze, a my tu mówimy o sporcie o zwykłych amatorach. Jak wyglądają zawody? Na jakich dystansach się odbywają, jakie są trasy?

Generalnie dystanse są tak upraszczając  nie mówiąc o różnych dziwnych rzeczach. Dystanse są dwa, czyli jest dystans Iron Mana i jest dystans olimpijski. Od dystansu Iron Mana jest tak zwana połówka i właściwie to tyle, ale żeby ułatwić ludziom życie zrobiono nie wiem czy w całym świecie, czy w Polsce obowiązuje zrobiono też jedną czwartą, jedną ósmą, jedną dziesiątą. Czyli bawimy się tak naprawdę ułamkami od tego pełnego dystansu. Pełen dystans to jest 3,8 kilometra pływania, gdzie zwykle i tak wychodzi powyżej czterech kilometrów, bo nawigacja, bo płyniesz w prawo, lewo, bo coś. Sto osiemdziesiąt na rowerze i czterdzieści dwa biegu. Więc ja tam zawsze i tak do pełnych kilometrów, że tak powiem dobijam, bo i tak ten dystans pływania gdzieś tam się nadrabia. No i mamy połówkę czyli dwa kilometry pływania, dziewięćdziesiąt na rowerze, dwadzieścia jeden biegu, ćwiartka czyli kilometr pływania.

To się po prostu zmniejsza.

No i mamy olimpijkę, która jak weźmiemy na przykład taką ćwiartkę, czyli kilometr dziewięćset pięćdziesiąt metrów pływania, czterdzieści pięć rowerów i dziesięć pięćset pięćdziesiąt biegu to na olimpijce mamy zamiast dziesięć pięćdziesiąt pięć biegu mamy dychę równą biegu. Zamiast czterdziestu pięciu kilometrów mamy czterdzieści roweru, ale zamiast kilometra pływania mamy tysiąc pięćset metrów pływania, półtora kilometra. Więc jakby olimpijka do tej jednej czwartej jest taka, że w olimpijce lepiej sobie radzą ci, którzy mają lepsze pływanie, a na jednej czwartej ci, którzy pływają słabo. Za to mogą nadrobić więcej kilometrów mają na bieganie i na rowerze. No i z olimpijki jest sprint, czyli znowu jest ułamek, czyli jak mamy olimpijkę półtora kilometra czterdzieści dziesięć to sprint mamy siedemset pięćdziesiąt metrów pływania, dwadzieścia kilometrów roweru i piątka biegu. Są super sprinty jakieś tam inne różne krótsze dystanse raczej niedostępne dla normalnych ludzi ponieważ tam się raczej ścigają dzieciaki, którzy trenują po prostu triathlon. Jakieś tam właśnie super sprinty, gdzie tam nie wiem sześćset metrów. Znaczy jest jedna ósma Iron Mana, która jest bardzo krótka, ale jeśli chodzi o jakieś dodatkowe rzeczy inne niż ułamki od olimpijki i Iron Mana to tam są, ale raczej ich rzadko używamy.

No i też w drugą stronę, czyli że podwajamy, potrajamy.

Tak są tam dłuższe też, no czy tam jakieś Adventures też są, inne różne multi sporty. W tym roku startuję na przykład pierwszy raz na jednej trzeciej Iron Mana ha, ha, ha.

Nie słyszałem jeszcze o takim, ale…

Triathlon Sława chyba się nazywa miasto i tam dokładnie tam powiedziała, że jak tam startowała jeden, pierwszy raz i jedyny raz to akurat weszła do basenu i tak patrzy na twarz obok i Pan Premier? Pan Kazimierz Marcinkiewicz tam akurat startował, taka ciekawostka.

Taka ciekawostka, tak. Ok, no i jeszcze może powiedzmy przeciętny czas taki dla zwykłego amatora w tych dystansach.

Są limity czasowe na każdą dyscyplinę. To był też mój jakby ból jak startowałem na sprincie pierwszy raz ponieważ ten limit wydawał mi się bardzo mały. Natomiast na odprawie technicznej na którą zdecydowanie bardziej warto chodzić niż podczas biegania, zresztą podczas biegów nie ma odprawy technicznej. Ale generalnie odprawa techniczna w triathlonie to jest coś na co warto chodzić ponieważ czasami są zmiany trasy, zmiany czegoś, zmiany opcji startu na przykład. Bo tam różne opcje na start są można z biegu, rolling start różne inne rzeczy, może kiedyś o tym pogadamy. Więc jakie było pytanie?

Czas.

Średni czas. Więc są limity czasowe na każdą dyscyplinę, są one tak skonstruowane, że na przykład nie wiem na rowerze możesz dojechać i po prostu dalej cię na bieg nie puszczą, bo wiedzą, że się nie zmieścisz. Ale sumaryczne limity czasowe są na przykład na połówce Iron Mana, to jest chyba osiem godzin, na pełnym dystansie to jest siedemnaście godzin. To nie musi być na każdych zawodach tak samo tak.

Jasne.

Tak, ale jeśli na połówce osiem, no to na jednej czwartej to mogą być cztery godziny, na sprincie w Gdyni to są dwie godziny jeśli chodzi o limit czasowy. Jeśli chodzi o wyniki, no to myślę, że na tym sprincie jeśli jest limit dwie godziny. Pierwszy jest na mecie powiedzmy po pięćdziesięciu pięciu minutach. Taki czas spoko to jest półtora godziny dla kogoś, kto chce się w to bawić, a nie wiem na połówce jak limit jest osiem godzin, pierwszy jest tam też trzy pięćdziesiąt na przykład. To te sześć godzin to myślę, że to jest takie co i wokół tego fajnie się zakręcić i wiele osób gdzieś tam chce łamać też te sześć godzin na połówce tak jak cztery godziny w maratonie to jest coś, co wiele osób chce łamać. Co jeszcze olimpijka. Olimpijka czy jedna czwarta to trzy godziny zabawy można liczyć mówię limit cztery godziny, cztery i pół, no a pierwsi tam poniżej dwóch godzin powiedzmy plus minus. No więc myślę, że tak to wygląda, że ten limit podzielimy na pół to ta elita gdzieś tam chwilę wcześniej niż połowa tego czasu powinna wpaść na metę. Tak mniej więcej się układa.

No i zawsze trasa jest po asfalcie.

I trasa jest w bardzo różnych okolicznościach przyrody. Startujemy na przykład na rowerach szosowych, a jest wyjazd z Rynku po kocich łbach, więc tam nie wiem ludziom żele odpadają bidony, wyskakują z koszyków. Bywają takie szczególnie jak ja uczestniczyłem w takich tańszych imprezach, gdzie w małych miasteczkach te triathlony były organizowane, co ma swój urok. Gdzie małe miasto, gdzie totalnie nic się nie działo przez ostatnie dwadzieścia lat. A nagle jest strefa zmian ludzie się zjeżdżają, zaciekawieni i pytają o co chodzi w ogóle i że fajnie, że ludzie są, że coś się dzieje. Szczególnie wiesz te małe miasteczka i ta turystyka też nie zawsze tam prężnie działa więc są takie rzeczy. Trasa po asfalcie, no różnie tutaj bywa. Znaczy no zawodnicy często, gęsto oceniają zawody pod tym względem, czy nawierzchnia to jest częsty wyróżnik. Więc organizatorzy sami po prostu muszą sami na to zwracać uwagę. Też byłem na jednym takim małym duathlonie z kolei, gdzie trasa była bardzo niebezpieczna, bo częściowo przez kilkaset metrów prowadziła przez ścieżkę rowerową lasem. Z kostki brukowej ścieżka więc niby spoko, ale bardzo kręta, nie za szeroka, a ruch odbywał się w obie strony. Po prostu sytuacje kolizyjne były co sekundę, tak, że co parę sekund…tak jak mówię wąska ścieżka rowerowa dwukierunkowa zawody odbywały się w obu kierunkach, bo ludzie gdzieś tam zawracali dalej i wracali.  Kręta w lecie nie widać było czasami co jest za zakrętem, bardzo niebezpiecznie moim zdaniem. Ale na prostej też może być niebezpiecznie przykład zawodów w Gdańsku, gdzie był przejazd tunelem pod Wisłą. Gdzie pędzisz z górki wiesz tam po sześćdziesiąt na godzinę. Miały być obie nitki zamknięte dla triathlonu okazało się, że tylko jedna część tunelu. I niby masz dwa pasy tak, normalne pasy dla samochodów, ale jak wjeżdżasz z lampy nagle w tunel gdzie wcale nie jest tak super jasno. I każdy jedzie po sześćdziesiąt, ty wyprzedzasz jeszcze gdzieś, z obu stron się ludzie wyprzedzają. Niby każdy powinien jechać po swoim pasie, ale słyszałam, że był tam dzwon i może być na prostej drodze nieciekawie.

Dobra. To dla kogo jest triathlon?

Dla każdego. Dla każdego kto jest zdrowy tak naprawdę, bo tak jak nie wiem fajne pytanie, a ja smutno zacznę. Były jakieś przypadki…

Znaczy trzeba zacząć od tego, że powiedziałeś, że dla zdrowych. Żeby wystartować w ogóle w triathlonie musisz zrobić badania krwi, moczu i tak dalej.

Faktycznie, faktycznie.

I później musisz dostać przynajmniej jednodniową licencję żeby móc wystartować. Przynajmniej w takich oficjalnych zawodach.

W teorii tak to jest, tak faktycznie, że jest licencja od zeszłego roku, teraz jest drugi rok, kiedy ta licencja działa. Nie na wszystkich zwodach tę licencję trzeba mieć. Natomiast żeby mieć roczną licencję trzeba zrobić badania odpowiednie związane z sercem i inne, ale prawdę powiedziawszy można wziąć licencję dniową, jednodniową, gdzie po prostu zaznaczasz, że jesteś zdrowy. Więc pod tym względem to niewiele zmieniło, tak czy inaczej najważniejsze jest to żebyśmy sami wiedzieli co z nami nie gra, bo tak jak mówiłem, zacząłem, że różne przypadki nieciekawe, które się pojawiały, nie pojawiały się, że ktoś nie wiem były przypadki śmiertelne, gdzie ludzie po prostu dziesięć sekund po starcie na wejściu do wody. Najwięcej takich przypadków słyszałem, że po prostu wtedy był atak serca. Więc to jakby nie było związane zupełnie z zawodami, bo ten człowiek miał wody po kolana, nie zaczął tak naprawdę wysiłku tylko po prostu wtedy go wzięło. Nie wiem, może jakieś emocje i tak dalej. Dziwne, że na treningu nie miał jakichś objawów, ale…

No może stres. Stres potrafi zrobić dużo.

Badajmy się, tak czy inaczej badajmy się, próba wysiłkowa, echo serca, podstawowe rzeczy związane z układem kardio, no bo resztę czujemy. Jak nas boli noga, no to wiemy, że coś jest w nodze.

Jasne.

Tylko dla kogo jest triathlon, mówię dla każdego, kto chciałby spróbować…

To jest zdrowe.

A, czy triathlon jest zdrowy to raczej kwestia…

Treningu. Ja stwierdzę tak sport amatorski jest zdrowy, a jak idziemy profesjonalnie to przestaje być.

Wisz co tak jak patrzę po moim bieganiu na przykład. Jeśli biegamy sobie pięć, sześć lat dla zdrowia trzydzieści, sześćdziesiąt minut, co drugi dzień to upośledzamy nasz narząd ruchu ponieważ wykonujemy dziesiątki tysięcy ruchów tygodniowo takich samych. Gdzie też nie wiem biodra na przykład, później mamy nogą machnąć w bok, a nie w przód i nagle nas wszystko  boli. Biodra całe aż po bark, po prostu mamy tam tak zarośniętą tą torebkę stawową, czy jak to się nazywa, że po prostu możemy sobie ruszać przód, tył fajnie, ale w bok nagle nie. Takie sporty ogólno rozwojowe, dowolnych ciężarach, jakieś crossfity , jakieś siłownie z wolnymi ciężarami, jakieś biegi OCR, jakieś dziwne zabawy, nie wiem na podłodze z dziećmi są. Mówię, że nie tylko, ale  żeby rozwijać się tak bardzo ogólnie też tak.

Ok. czyli możemy już tak ładnie przejść do następnego, już takich kończących pytań w sumie. Bo to mogłaby być pierwsza rada dla amatora odnośnie tego sportu, tak mi się wydaje.

Jaka?

Właśnie trenowanie czegoś innego, urozmaicanie tych właśnie ruchów, żeby nie zastygnąć w tych po prostu konkretnych torach. Jeszcze jakieś dwie?

Tak. Generalnie tak mówiliśmy wcześniej, że wiesz dokładać jednostki pięć, sześć. Właśnie te trzy dyscypliny po dwa treningi tygodniowo, że mamy sześć jednostek, a teraz mówimy żeby urozmaicać jeszcze i żeby ładować kolejne rzeczy.

Nagle ludzie posłuchają i powiedzą weźcie się tam puknijcie, róbcie sobie te triathlony sami ha, ha.

Więc wszystko jakby ze spokojem, nie trzeba się ciśnieniować. Dwie rzeczy, które dodatkowo mógłbym dać to, wspominałem o tym, ale żeby trenować pływanie w wodach otwartych…inaczej, żeby spróbować przed startem, przed debiutem naszym popływać w wodach otwartych w kilka osób. Dla mnie tak jak mówiłem, że dla mnie  open water to była inna dyscyplina niż pływanie w basenie. To po pierwsze, bo nagle się okazało, że na dwudziestometrowym odcinku skręciłem o czterdzieści pięć stopni w prawo i prawie uderzyłem w pomost, który był w kształcie literki u. ja startowałem z tego najdalszego miejsca, najpłytszego i po prostu prawie wjechałem w pomost. No płynąłem niby w przód, na basenie jakby widzimy linie i nie czujemy tego, że korygują, po prostu płyniemy prosto. W wodach otwartych nagle płyniemy krzywo, ale to, co dla mnie było największym szokiem to, to, że jak wskoczyłem do wody z grupą ludzi jeszcze przed startem i nagle nie było takiej ciszy, spokoju tylko po prostu wszędzie się wszystko kotłowało. Próbowałem nawigować, to też nie widzę, bo po prostu nade mną piana jest. Żeby się z tym oswoić przed startem, żeby to nie był dodatkowy stres, a dla mnie bardzo mocny, panika czasami w oczach. Żeby to sobie zrobić po prostu przed startem.

Najgorsze, że to odbywa się w wodzie, gdzie ma człowiek to uczucie, że nie kontroluje całkowicie tego, co jest dookoła.

Nie jest to nasze normalne środowisko.

Dokładnie, dokładnie.

I nie chcę tutaj straszyć nikogo, bo to nie o to chodzi, że to jest takie straszne, tylko to jest straszne jak spotykamy się z tym pierwszy, drugi raz i bardzo szybko się z tym oswajamy. Jest to jako rada, żeby po prostu przed zawodami coś takiego sobie przetestować w warunkach, kiedy jak się zatrzymamy to nagle czterdzieści następnych osób na nas nie wpłynie tylko po prostu będziemy mogli zobaczyć, a czyli tak to wygląda. To jedna z rzeczy, a druga to w sumie też  wspominałem o tym maratonie w Poznaniu, żeby się dużo uśmiechać, żeby czasami wymuszać ten uśmiech. Żeby nie wstydzić się uśmiechnąć do ludzi, którzy stoją i kibicują, bo ci ludzie nie zapamiętają nas na tyle, że o ten się uśmiechnął i głupio się uśmiechnął, bo też nikt tak nie zrobi, tylko jeszcze bardziej będą nam kibicować. My złapiemy fajniejszy flow i to nie zależnie, czy lecimy  na wynik. Ok może są jakieś krótkie zawody na pięć kilometrów to ciężko się uśmiechać jak tam ci pot zalewa oczy, ale jak ktoś ma nawet na tym triathlonie, gdzie zawody trwają godzinę powiedzmy, półtorej, dwie, te krótkie. To żeby się uśmiechać, jarać się tym, znaczy nawet nie jarać, ale żeby się uśmiechać nawet sztucznie, bo wtedy będziemy mieli ogólne lepsze wrażenie.

Fajna rada, taka  właśnie z psychologicznego podejścia, ale taka zastępująca trochę muzykę, której ci brakuje. Dzięki temu masz inny bodziec, którym zastępujesz muzykę i nie myślisz o tym, że lecisz tak po prostu na sucho. Fajne, ja jeszcze widzę drugi fajny aspekt uśmiechu. Też się śmialiśmy ostatnio ze znajomymi, bo kibicowaliśmy na ostatniej górce na zawodach. Dosyć szybkich, bo tam było cztery kilometry dla danego zawodnika. Śmialiśmy się, że właśnie super byłoby tam postawić fotografa, dlaczego? Bo nikt nie chce wyglądać słabo i nikt nie chce iść na zdjęciu ha, ha. Więc fajnie wyjdzie jak będziesz się uśmiechał.

Hakujemy siebie, hakujemy siebie. Ale mówię nie zawsze to stosuję, ale czasami sobie świadomie zamiast, nie wiem przypominać sobie jakiś motywacyjny kawałek tak. Nigdy tego nie pamiętam to po prostu na siłę się czasami uśmiecham jak kogoś zobaczę, że ktoś jakby uczestniczy w tych zawodach jako kibic, że widać, że jest tam dla kogoś. Tak, żeby się uśmiechać, nie mówię tutaj o przybijaniu piątek wszystkim, żeby się hamować jeśli ktoś tam leci na jakiś wynik, ale żeby po prostu się uśmiechnąć.

Też kibicowaliśmy właśnie to było widać, że była to ostatnia górka, ludzie naprawdę już zmęczeni i było takie dawaj jeszcze ostatni koniec, już, już jest blisko naprawdę. I nagle tak ludzie jak widzieli, że my do nich mówimy, do nich kibicujemy to nagle się spinali jeszcze na tą  ostatnią górkę i wykrzesali jeszcze to ziarno energii. To fajne było.

Fajnie jak są imiona na przykład na tych numerach startowych, to ja też jak jestem kibicem to krzyczę, że dawaj, dawaj. Jak ktoś usłyszy swoje imię to jest zupełnie inny odbiór.

My mieliśmy akurat taki żart, bo my mieliśmy banner dla zawodnika naszego znajomego w trybie. Było na nim napisane Piotrek koniec jest bliski. Ludzie patrząc na ten banner się śmiali, śmiesznie nawet odpowiadali, ale koniec mój, czy trasy na przykład. Albo no, a na końcu piwko czeka nie. Takie właśnie śmieszne sytuacje wynikały i to było ciekawe.

Chyba najfajniejszy banner, tam poza, nie wiem, że Chuck Norris nigdy nie przebiegł pół maratonu.

Ha, ha, ha.  

Najśmieszniejszy banner, wszyscy tam po prostu zatrzymywali się i ryli ze śmiechu. Grupa dziewczyn trzymała taki wielki kartonowy napis Uśmiechnij się jak biegniesz bez majtek. No słuchaj idealne, bo to jakby do każdego trafiało i każdy się tam śmiał. Najfajniejsza rzecz, którą widziałem, żeby taka, która trafiałaby do wszystkich.

Fajne, fajne, no. Bo tekst śmieszy, a jak ty się śmiejesz, ty wiesz, że uśmiechnąłeś się więc oznacza to, że musisz biec bez majtek. I to jest takie koło, które nakręca całą tą sytuację.

Tak więc parę razy jakby to działa na nas.  

No to następne pytanie zawsze tak jest w moim programie. To jest ciekawostka o sporcie, której ludzie nie wiedzą.

Myślałem nad tym chwilę i  wymyśliłem coś takiego a propos tego sprzętu i tak dalej o którym rozmawialiśmy, że te gwiazdy mówią ci że kup to. Jak była w zeszłym roku streaming z Iron Mana, czy z Hawajów czyli  z Mistrzostw świata jakby główna impreza, tak najważniejsza…

Finał finałów. Tam już nie ma nikogo z przypadku.

Mistrzostwo świata na dystansie pełnym, no i nie pamiętam o kogo chodziło, ale chyba jakiś Australijczyk. Chyba jechał pierwszy na rowerze, pierwszy jakby pierwszy z elity. Jechał akurat na rowerze, było zbliżenie na niego, na ręku miał zegarek jak to tam wiesz ludzie kupują zegarki za dwa tysiące, żeby był do triathlonu, żeby te wszystkie dyscypliny miały pływanie i tak dalej. Żeby wszystko można było mierzyć i mieć dane do analizy. On miał taki zegarek bardziej lifestylowy, Garmina model, ale zegarek, który nawet nie wiem, czy on może mierzyć  pływanie i tak dalej. Ale taki tani model, znaczy tani, jak na te zegarki tak. I porównując tani model i to była taka ciekawostka, że on prawdopodobnie nawet nie miał go włączonego. A, bez sensu jest nosić coś, co ci się nie przydaje.

Jasne, że tak.

Więc generalnie patrząc na to, co zawodnicy używają profesjonalnie to tak z dużym przymrużeniem oka. Patrząc na ten przykład, że pierwszy i gość, którzy prowadzi stawkę na Mistrzostwach świata ma jakiegoś tam Garmina lifestylowego.

Chociaż od razu widzę tutaj  być może przyczynę, po prostu marketing. Może był reklamowany.

On po prostu miał go założyć. Sponsor powiedział bierz ten zegarek, tak. Zresztą no też inny przypadek słyszałem, że też na tych zawodach. Elita ktoś z elity bieg w butach startowych, czyli takich lekkich butach po prostu do biegania. Gdzie no na maratonie szczególnie po stu osiemdziesięciu kilometrach mocnego roweru nie biegnie się jakimś super tempem. Znaczy ok jeśli elita biegnie dwa czterdzieści maraton to jest pewnie szybko. Ale dla nich to jest jakieś takie tempo, gdzie serduszko nie pracuje nie wiadomo jak, czyli tempo przelotowe. W tym miejscu, o tej porze roku i tak dalej asfalt jest jak byś po grzejniku biegał, czy w piekarniku. Więc ta cienka podeszwa dodatkowo cię pali stopa po prostu od spodu. Więc totalnie debilny pomysł, ale no…

Ale widzisz, ale przez to musi szybciej podnosić nogi, żeby go nie parzyło ha, ha, ha.

Tak, tak oczywiście. Więc jakby nawet pod względem wyniku to mogło negatywnie, nawet bardzo negatywnie wpłynąć, bo masz dodatkowy taki stresor, że jest ci cholernie niewygodnie. No, ale miał w takich butach pobiec, które totalnie się tam nie nadają, bo sponsor tak. Więc jakby mówię taka ciekawostka.

Żeby nie zawsze tak popatrywać na wszystko.

No, no takie śmieszne rzeczy były.

Ok. jaki inny sport byś polecił i dlaczego?

Dlaczego? Oprócz triathlonu? Oprócz triathlonu bym polecił…

Tylko tutaj to pytanie jest szerokie, czyli oprócz tych trzech dyscyplin.

Jako uzupełnienie, czy jako nie wiem?

Gdybyś nie trenował triathlonu, to jaki byś inny trenował sport?

Oj, to coś innego wtedy niż, bo tak jakbym miał coś polecić, no to ten crossfiit, który wydaje mi się jak patrzę na ludzi, którzy ćwiczą, że jest po prostu bardzo niebezpiecznie jak ktoś zarzuca sobie nad głowę ciężar, który jest duży w porównaniu do tego, co on normalnie by podniósł. Bo powiedzmy robi to dobrze technicznie i mu to wychodzi. Ale faktycznie ten crossfiit powoduje…ja mam trochę takie zboczenie przez te lata, że właśnie upośledziłem się, tak się śmieję, przejaskrawiam trochę, ale, że wolałbym być ogólnie lepiej mobilny powiedzmy tak. Że, nie wiem nie zrobię przysiadu poprawnego bez obciążenia, bo po prostu w stawie skokowym nie jestem tak mobilny. Jak sobie wsadzę wiesz sześćdziesiąt kilo na kark, no to dogniotę ten staw i  jakby robię przysiad pełen, nie wiem tyłkiem mogę nawet tam dotknąć do pięt, zejdę na sam dół i jest git. Ale bez obciążenia nie mam tak mobilnych stawów skokowych. Więc mówię ten crossfit mi się o tyle podoba, dwa razy byłem na zajęciach więc ciężko się wypowiadać. Ale o tyle idea mi się podoba, że w bardzo wielu aspektach jakby powoduje nasz rozwój taki ogólny, takiej ogólnej sprawności o tego słowa mi brakowało, że ta nasza sprawność ogólna jest fajna.

Tak, bo to łączy to, co mówiłeś, że w crossficie to jest takie szybkie podnoszenie ciężarów bym to nazwał kolokwialnie. I faktycznie tam są ruchy, których się na co dzień nie robi. Takie dziwne ćwiczenia, które czasami są bardzo dziwne i się okazuje, że jak patrzysz na to one się wydają banalnie proste i mówisz spokojnie to zrobię. Ale jak robisz to sam i masz już siódmy już jakiś konkretny dziwny ruch wykonać, ósme powtórzenie to jest już dramat, a tu masz jeszcze dwa i musisz je zrobić, a się wydawało takie proste. To coś w tym jest.

Więc z jednej strony to jest praca na wolnych ciężarach, a nie na maszynach na siłowni, gdzie…

No to zawsze ja jestem zwolennikiem tego.

Niektórzy bardziej z tego korzystają żeby izolować mięsień. No, ale z drugiej strony też w crossficie jak byś tam na zawał tu jest też bieganie. Więc ogólnie rozwój crossfitera tak to jest z jednej strony ta praca ze sztangą. No ja się nie znam więc mogę bzdury opowiadać. Z drugiej strony fajna rzecz czyli ten corp nasz ogólny, który pracuje w wielu miejscach, czyli brzuch, plecy ten prostownik.

No i przyjemne jest to, że to jest taka intensywna jednostka, ale krótka. To jest fajne.

No, no. To też w ogóle ostatnio słyszałem, że w ogóle najfajniejszy tak od strony biohakerów jak słyszałem jak powinniśmy trenować, żeby to było jak najlepsze dla naszej efektywności, zdrowia i tak dalej. To nie więcej niż tam, nie wiem cztery razy w tygodniu i rozgrzewka, trochę powtórzeń takich, gdzie na przykład jeśli biegamy to biegniemy sto metrów do porzygu. Leżymy na trawie i zdychamy, powtarzamy to tam kilka razy na wypoczynku i że to jest podobno najfajniejszy pod względem takiego ogólnego zdrowia aktywność nazwijmy to. Czyli po prostu wbijamy serducho na wysokie obroty, dajemy mu odpocząć, trochę takich powtórzeń…

Interwały dla serca.

No, no, no właśnie coś takiego. Tak, że właśnie nie jogging tylko w palnik.

Ok, to może sprinterzy na setkę będą długo żyć. Gdzie można cię znaleźć w realu i online?

W realu to zwykle operuję w Rumii czyli to jest miasto, gdzie mieszkam, albo w Gdyni, czyli miasto sąsiedzkie, Trójmiasto tak ogólnie jeśli chodzi o to spotkanie w realu. Natomiast jeśli chodzi o online, no to jest kilka stron. No ta triathlonowa no to jest IronFactory.pl taki mój dom dla materiałów, które wypuszczam, a materiały, które wypuszczam to jest tak naprawdę podcast i rzeczy na youtubie. Gdzie podcast też jest na youtubie, bo też wideo nagrywam, też tam jakieś vlogi i inne rzeczy. Więc IronFactory.pl, jeśli chodzi o freelancing to kontakt jest na Marcin Hinz. Jeśli chodzi o moją pracę zawodową to zapraszam na Nozbe.com, czyli ta aplikacja nasza to do dla zespołów. I teraz nowy projekt nad którym pracuję to jest szkoła podcastu, a właściwie szkola podcastu.pl. Będę chciał jakichś tam trochę rzeczy o podcastingu produkować, żeby ułatwić może innym też drogę do wypuszczenia podcastu, czy do polepszenia jakości małym nakładam sił i finansów. Bo o tym w sumie nie mówiłem, ale no jakby ode mnie tak się zaczęła historia z outsourcingiem montażu podcastów w Polsce, bo Michał Szafrański szukał wykonawcy, a on jako pierwszy jakby to outsourcował i zaczęliśmy współpracę i od wtedy jakby ta historia się zaczęła. Więc z tymi podcastami po prostu na tyle mam duże doświadczenie jeśli chodzi o montaż, że chciałem tą szkołę podcastu zrobić.

Jasne.  

Więc obecnie można się zapisać na listę mailingową, jakiś dokument ciekawy się dostanie odnośnie tego, czy warto podcastować.

Ok, ale to będzie szkoła o montowaniu, czy o tworzeniu?

Droga od zera do bohatera. Czyli zaczynamy od tego, że chcem, ale nie wiem właściwie o czym do tego, że wypuszczam pierwsze odcinki, nagrywam i marketuję to.

Widzicie, ja mam gości ze wszelakich działów. Więc Marcin tutaj biegnąc, jadąc, pływając może odebrać telefon i powiedzieć ci co i jak z podcastem. I to na szybko żeby nie było i nie traci tępa i tchu, to jest ważne. Nie, no tak śmieszkuję oczywiście, bardzo dopinguję żeby wyszło z tą szkołą, tym bardziej, że już tam trochę tych odcinków było. Siedemdziesiąt trzy, cztery?

A, mojego podcastu wyszło siedemdziesiąt cztery. Mi się ta numeracja myli, bo nagrałem…potem jak stwierdziłem, że przestaję nagrywać to nagrałem…

Właśnie i chciałem do tego nadążyć. Czy kropka nad M będzie istnieć, czy nie będzie? Bo rap był zacny, bardzo fajnie wyszedł.

Tory, generalnie jak mi właśnie na przełomie roku osiemnastego, dziewiętnastego trochę takie posmutniałem ogólnie życiowo. Stwierdziłem, że muszę się pozbyć wszystkiego ze swojego życia, czego nie muszę robić, bo za dużo mam na głowie. No więc pozbyłem się wtedy trenera, pozbyłem się trochę jednostek treningowych. Dzięki temu w tygodniu, bo już nic…bo trening to był wtedy dla mnie tak, że jest jednostka to muszę to zrobić, a nie że chcę. Więc to był taki sygnał dla mnie dosyć mocny, że jest za dużo muszę w moim życiu, a za mało chcę. No i poszedł trener, poszedł trening, później, że podcast, że muszę nagrywać. Nie muszę, więc jak już tak naprawdę w sobie samym przetrawiłem informacje, że nie będę nagrywał, chyba nawet wtedy jeszcze tego nie powiedziałem publice to wtedy nagle mi się zachciało nagrywać. Takie śmieszne i to była jakby kwestia jednego dnia. Jak się pogodziłem z tym, że nie muszę to nagle mi się zachciało więc jakby totalnie tracę głowę. No, że nie będę nagrywał, bo miałem dwa odcinki jeszcze, nie jeden odcinek w zapasie. Jeden wypuszczałem, kiedy powiedziałem, że nie będę nagrywał. Drugi wypuszczałem ostatni dopiero po miesiącu, bo tak miałem uzgodnione z gościem, z którym nagrywałem.

Mówimy o siedemdziesiątym trzecim?

Nie, mówimy o siedemdziesiątym pierwszym, drugim. Czyli ostatnie dwa odcinki jak wtedy uznałem szóstego sezonu, mimo, że nigdy nie mówiłem o sezonach, ale sześć razy dwanaście siedemdziesiąt dwa odcinki, tak mi wyszło, że w sam raz. I od wtedy jak to był początek kwietnia, jak wypuściłem przedostatni odcinek zachciało mi się nagrywać. Na koniec kwietnia, nie na początku kwietnia wypuszczałem. Na początku marca chyba i na początku kwietnia wypuszczałem ostatnie dwa odcinki. Na początku marca, jak już stwierdziłem, że już nie nagrywam, a na początku kwietnia wypuszczałem ostatni odcinek to w marcu, kwietniu i maju nagrałem osiem odcinków nowego sezonu od początku maja, czerwca, kiedy? Co my mamy? Czerwca. Od początku czerwca odpaliłem najpierw te rapsy tak do których się też długo zbierałem. Też od marca, bo wtedy stwierdziłem, że fajnie by było zrobić coś z jajem na początek.

Ale wyszło bardzo śmiesznie więc…

  Siódmego sezonu. Więc wyszły rapsy, tutaj inspiracją był Janusz Filmu, nie wiem może ktoś kojarzy taki kanał na youtubie. Gość rapuje o montażu, generalnie o pracy z wideo Michał Magala świetny gość, bardzo skromny. Więc wyszły rapsy, one zaczynają wychodzić odcinki osiem odcinków mam nagranych, jeszcze cztery muszę.

Tak, bo musisz sezon skończyć.

Muszę sezon skończyć, ale mam jeszcze odcinków zapas na lipiec, sierpień i kawałek września więc myślę, że…mam już uzgodnionych gości tylko muszę po prostu pojeździć trochę żeby nagrać.

Ale co już definitywnie po wrześniu będzie koniec, czy myślisz, że ci się odwidzi za trzy miesiące?

Generalnie nie mam poza tymi czterema odcinkami planów na nagrywanie. Wiem, że będę nagrywał dalej i wiem, że kropka nad M, sezon siódmy będzie kropką ostatnią, będzie sezonem ostatnim. Natomiast chyba po prostu będzie rebranding i będzie coś pokrewnego. Ale, tak jak mówiłem, że skręca w kierunku lifestylu sportowego. Chociaż ten sezon w sumie o tym nie mówi, ale że bardziej będę chciał odkleić się od tego triathlonu, bo temat mnie jak widać zmęczył trochę pod tym względem sportowym, że sam startuje. A, że chciałbym tak mówiąc zupełnie o sobie, chciałbym jednak jeszcze w tym triathlonie trochę powalczyć, nie w tym roku, bo w tym roku po prostu robię sobie urlop powiedzmy w cudzysłowu. Ale chciałbym powalczyć z tymi moimi wynikami jeszcze  w przyszłości, jak już kurczę kupię ten rower i podcast jakby znowu miętolenie tego samego tematu w podcaście myślę, że może mnie męczyć. Przynajmniej tak było w przeszłości.

Po prostu nałożyłeś sobie za dużo, że tutaj bieg znaczy tutaj ćwiczenia, tu jeszcze podcast o tym samym.

Dokładnie, dokładnie. Też chcę kontynuować, też będzie o sporcie, będzie prawdopodobnie o triathlonie, może mniej o jakimś takim sprzęcie, zawodach i tak dalej, a bardziej o życiu ludzi, albo coś takiego. Ale jakby ściśle związane ze sportem natomiast trochę takie…nie wiem czy ktoś zauważy zmianę może tematu.

Ale to będzie ten sam kanał, tylko zmienisz mu nazwę, czy…?    

Ten sam kanał tak, bo szkoda mi publiki tracić, a nie będę nagle dryfował w kierunku finansów, albo czegoś takiego tylko jednak będziemy gadali o sporcie.

Czyli kropka nad M będzie, czyli jest to rozstrzygnięte.

Pierwszy raz o tym mówię publicznie.

Ah czuję się normalnie dumny. No dobra, no to co, bardzo miło się gadało. W sumie to oczywiście jeszcze sobie pogadamy jak zawsze z każdym gościem po nagraniach. Zawsze żałuję później, że nie nagrywam tych rozmów później, tych dalszych, bo one zawsze są tak świetne merytorycznie. Ale, mówię no gdzieś musi ten koniec być no. No i trudno nie usłyszycie dalej, tylko dla mnie. Do usłyszenia w następnym odcinku, mam nadzieję, że się podobało. Dzięki ci Marcin raz jeszcze za dużą informację o triathlonie, ogólnych, bo taki był zamysł tego odcinka, żeby było informacji dużo ogólnych o triathlonie dla kogoś, kto dopiero chciałby zacząć.

Mam nadzieję, że za bardzo nie przeraziłem rzeczami, bo ten sport jest naprawdę fajny i bardzo wciąga cała ta logistyka, która wydaje się trudna później strasznie dużo frajdy daje. Więc próbujcie.

A, jak przeraził to i tak powycinam i tak nie będziecie słyszeć  ha, ha, ha.

To trzymajcie się. Hej!

A i nie zapomnijcie włączyć trybu sportowego.

Chciałbym jeszcze raz podziękować Marcinowi za ciekawą rozmowę i pogratulować następnego startu w triathlonie. Miło było usłyszeć nieubarwioną prawdę, czyli, że czasami ci się nie chce, czasem głowa odpuszcza. Ale rygor treningu jest ważniejszy i gdy chcesz być człowiekiem z żelaza, to czasem wiąże się z tym ból, ale także niespotykana euforia i radość na mecie. Tak, że opowieści gości Marcina z jego podcastu motywują do tego, żeby dawać z siebie wszystko i nie odpuszczać. Nie pozostało mi nic innego jak polecić słuchanie jego rozmów ze sportowcami, bo naprawdę wiele można z tego wynieść. Wszystkie potrzebne linki oczywiście macie w opisie odcinka. Mam nadzieję, że odcinek się podobał i zasubskrybujesz mój kanał na platformie, na której słuchasz tego podcastu. Będzie mi miło jeśli dodatkowo udostępnisz go dalej lub skomentujesz odcinek. Inne odcinki usłyszysz także na stronie. Do usłyszenia w następnym odcinku. Hej!

Dodaj komentarz